 |
 |


Ostatnio
powialo troche nuda, a raczej tzw. monotonia zycia - nic przyjemnego
he he... Tym bardziej, ze podobno - kraza takie plotki - stracilismy
(my tj. Slowianie) nam (nam tj. NATO he he) nad Jugoslawia jednego
B2A "Spirit", a konkretnie egzemplarz ochrzczony "Spirit of
Missouri". Jesli to prawda, to he he nie dziwie sie, ze sprawa jest
tu calkowicie utajniona. Wszak tutaj znow niedlugo wybory, a gdyby
tzw. przecietny podatnik ame rykasnki dowiedzial sie, ze jacys
barbarzyncy zza oceanu zestrzelili bombowiec, ktory kosztuje prawie
tyle, co prom kosmiczny i do tego ma byc absolutnie technologia XXI
wieku po prostu nie do wykrycia przez radary jakichs tam Slo wian -
znaczy barbarzyncow... No i do tego, ze technologia, na rozwoj
ktorej wydano grube miliardy okazuje sie tak rewelacyjna, ze "o kant
ja mozna" - takie dysonanse poznawcze na masowa skale nie sa korzyst
ne dla bardzo nawet stabilnych D***kracji... To nic zdro wego i
pozytecznego. Lepiej juz sprawe utajnic a rodzinom pilotow (ktore i
tak na pewno nie mialy bladego pojecia, ze latali akurat na B2)
wyslac kulturalne zawiadomienia, iz ich synowie, bedac sola
amerykanskiej ziemii, oddali zycie za D***kracje w sposob
standardowo a nawet wybitnie boha terski. Do tego jeszcze eleganckie
pogrzeby z flaga na trumnie i salwami z M16. O tym chyba w guncie
rzeczy marzy najbardziej kazda "Matka-Amerykanka"...
Wczoraj
skonczylem "Moc truchleje" Glowackiego - obraz zycia robotnikow
Stoczni Gdanskiej w okresie bezposrednio poprzedzajacym powstanie
NSZZ. Glowny bohater, zwykly, prosty robotnik jest jednoczesnie
narratorem. Powiesc opi suje nedze, upodlenie i zaszczucie zwyklych
ludzi przez Wladze Ludowa. Glowny bohater nie jest w stanie
rozpoznac szytych grubymi nicmi manipulacji jakim poddaje jego srodo
wisko i jego samego UB oraz Dyrekcja, co zreszta na jedno wychodzi.
Takze moralna ocena wlasnego postepowania, tego, czego dopuszcza sie
na polecenie w/w czynnikow jest skraj nie zrelatywizowana - jego
sumienie bardzo latwo uspic przydzialem kilku drewnianych skrzynek
na opal czy obietni ca mieszkania w bloku. Jak sam glowny bohater
stwierdza, "dobrocia" wiele mozna u niego uzyskac... W jednym ze
swych felietonow Glowacki zastanawia sie nad przyczyna tego, iz nie
ma ochoty wrocic z Nowego Jorku do Polski mimo tzw. przemian.
Stwierdza, ze byc moze wynika to z tego, iz w Polsce zniesiono
cenzure polityczna a nie wprowadzono jeszcze komercyjnej, z ktora od
biedy mozna powalczyc na Zachodzie. Ciekawy jestem, czy z
perspektywy czasu Glowacki dostrzega swoja - mimo ogromnej przenikli
wosci - naiwnosc... W powiesci "Moc truchleje" jest scena, w ktorej
glowny bohater dziwi sie, jak wladza moze byskawicznie dac odpor
wywiadowi udzielonemu francuskiej telewizji przez Misiaka
(prowokatora z UB zreszta, czego narrator do konca nie poj muje), ze
przeciez wywiad ten musialby najpierw przejsc przez cenzure we
Francji aby mogl byc wyemitowany... Podejrzewam, iz intencja
Glowackiego bylo wtedy wywolanie wesolosci u czytelnika. Z
perspektywy czasu ten fragment moze budzic we mnie wylacznie smutna
refleksje na temat tzw. "wolnosci slowa na Zachodzie"... A moze
Glowacki klasyfikuje dzisiejsza cenzure polityczna na Zachodzie jako
komercyjna? Po prostu dlatego, ze cenzo rzy nie podlegaja juz
ministerstwom czy sluzbom specjal nym a raczej magnatom prasowym,
ktorzy te ministerstwa i sluzby specjalne kupuja i
kontroluja...
Do tej pory trudno mi sie oswoic z panujaca w
Dolinie at mosfera marzen o bogactwie. Z tym charakterystycznym, dla
calych USA zreszta, marzeniem o wielkim sukcesie i gorze dolarow. Do
tej pory usmiech politowania polaczonego z rozbawieniem budza we
mnie widoki takie jak ten z naszego parkingu, na ktorym jakas
kobieta parkuje Jeepa Wranglera ze specjalna tablica rejestracyjna
"2B RICH" czyli "BYC BOGATYM"...[cenzura] Wydaje mi sie, ze kiedy
marzylem o Dolinie, marzylem raczej o jakims dokonaniu, moze nawet
slawie, ale chyba nie o "wielkich pieniadzach". Teraz widze, ze mam
raczej szanse na cos zupelnie odwrotnego - czegos wielkiego juz
raczej nie dokonam i slawny nie bede (jestem juz chyba na to za
stary he he), a co najwyzej moge zostac milionerem, co tu taj nie
jest zreszta niczym specjalnym. W koncu w Dolinie - na terenie
odpowiadajacym malemu wojewodztwu w PRL-bis a duzemu powiatowi w
tzw. III Rzeczpospolitej - mieszka sobie juz jakies 200 tys.
milionerow i multimilionerow i codzien ich przybywa. Ot, ostatnio na
gielde weszla firma Juniper (branza telekomunikacyjna tzn. sieciowa)
i akcje w ciagu jednego dnia skoczyly z ok. 20 na ok. 100 dolarow.
Kto zatrudnil sie w firmie odpowiednio wczesnie (tj. np 3 lata temu)
i dostal za centy np. 10 tys akcji, ten w ciagu jednego dnia
dolaczyl do rzeszy tutejszych milionerow. No i na tym glownie polega
tzw. "magia Doliny Krzemowej"...
W polowie lipca zapowiada
sie symaptyczna impreza - Chor Politechniki Wroclawskiej wystapi z
koncertem w Katedrze w San Jose - mam nadzieje, ze przywioza
koszulki z napisem "Technical University of Wroclaw" he
he...
Wczoraj mielismy kolejna kwartalna impreze grupowa -
coraz gorzej (w sensie odleglosci he he): wypad do Paramount Great
America - lunaparku o rzut beretem, nawet nie trzeba koniecznie
uzywac autostrady, zeby sie tam dostac... Jest tam bardzo
sympatycznie, o ile wybierze sie tam czlo wiek mala paczka z
przyjaciolmi, albo z dziecmi, ale doprawdy nie potrafie zrozumiec
jak komus moze przyjsc do glowy, ze w ten sposob mozna zintegrowac
jakas grupe w zasadzie obcych sobie kulturowo i osobiscie ludzi...
To juz jest chyba po prostu to ogolne skrzywienie cywilizacji
konsumpcyjnej - wiara w to, ze wspolne wydawanie pieniedzy i
obzarstwo moze zblizyc do siebie ludzi...
Dla Vikasa byla to
juz ostatnia nasza wspolna impreza - od wtorku (w poniedzialek mamy
wolne z okazji Dnia Niepodleg losci w niedziele) zaczyna prace w
3dfx, z czego jest tak szczesliwy, ze jego twarz mowi sama za
siebie...
Leszkowi nie udalo sie zgrac wszystkich na grilla
we Fre- -mont w przyszly poniedzialek, wiec... W ramach walki z
"nuda" postanowilem skorzystac z tzw. dlu giego weekendu i, o ile
nie wyskoczy mi nic w pracy, jade jutro w koncu do Area 51, przez
park krajobrazowy Yosemite. Trzeba to bylo zrobic juz dawno temu...
Ale... Podobno he he w niedziele ma byc koniec swiata wiec w oko
licy Area 51 i w osadzie Rachel roic sie bedzie na pewno od
rozmaitych oryginalow - glownie nawiedzonych zwolennikow pobratania
sie z kosmitami itp. he
he...
CDN
| |