pad

99.07.01

Ostatnio powialo troche nuda, a raczej tzw. monotonia zycia - nic przyjemnego he he... Tym bardziej, ze podobno - kraza takie plotki - stracilismy (my tj. Slowianie) nam (nam tj. NATO he he) nad Jugoslawia jednego B2A "Spirit", a konkretnie egzemplarz ochrzczony "Spirit of Missouri". Jesli to prawda, to he he nie dziwie sie, ze sprawa jest tu calkowicie utajniona. Wszak tutaj znow niedlugo wybory, a gdyby tzw. przecietny podatnik ame rykasnki dowiedzial sie, ze jacys barbarzyncy zza oceanu zestrzelili bombowiec, ktory kosztuje prawie tyle, co prom kosmiczny i do tego ma byc absolutnie technologia XXI wieku po prostu nie do wykrycia przez radary jakichs tam Slo wian - znaczy barbarzyncow... No i do tego, ze technologia, na rozwoj ktorej wydano grube miliardy okazuje sie tak rewelacyjna, ze "o kant ja mozna" - takie dysonanse poznawcze na masowa skale nie sa korzyst ne dla bardzo nawet stabilnych D***kracji... To nic zdro wego i pozytecznego. Lepiej juz sprawe utajnic a rodzinom pilotow (ktore i tak na pewno nie mialy bladego pojecia, ze latali akurat na B2) wyslac kulturalne zawiadomienia, iz ich synowie, bedac sola amerykanskiej ziemii, oddali zycie za D***kracje w sposob standardowo a nawet wybitnie boha terski. Do tego jeszcze eleganckie pogrzeby z flaga na trumnie i salwami z M16. O tym chyba w guncie rzeczy marzy najbardziej kazda "Matka-Amerykanka"...

Wczoraj skonczylem "Moc truchleje" Glowackiego - obraz zycia robotnikow Stoczni Gdanskiej w okresie bezposrednio poprzedzajacym powstanie NSZZ. Glowny bohater, zwykly, prosty robotnik jest jednoczesnie narratorem. Powiesc opi suje nedze, upodlenie i zaszczucie zwyklych ludzi przez Wladze Ludowa. Glowny bohater nie jest w stanie rozpoznac szytych grubymi nicmi manipulacji jakim poddaje jego srodo wisko i jego samego UB oraz Dyrekcja, co zreszta na jedno wychodzi. Takze moralna ocena wlasnego postepowania, tego, czego dopuszcza sie na polecenie w/w czynnikow jest skraj nie zrelatywizowana - jego sumienie bardzo latwo uspic przydzialem kilku drewnianych skrzynek na opal czy obietni ca mieszkania w bloku. Jak sam glowny bohater stwierdza, "dobrocia" wiele mozna u niego uzyskac... W jednym ze swych felietonow Glowacki zastanawia sie nad przyczyna tego, iz nie ma ochoty wrocic z Nowego Jorku do Polski mimo tzw. przemian. Stwierdza, ze byc moze wynika to z tego, iz w Polsce zniesiono cenzure polityczna a nie wprowadzono jeszcze komercyjnej, z ktora od biedy mozna powalczyc na Zachodzie. Ciekawy jestem, czy z perspektywy czasu Glowacki dostrzega swoja - mimo ogromnej przenikli wosci - naiwnosc... W powiesci "Moc truchleje" jest scena, w ktorej glowny bohater dziwi sie, jak wladza moze byskawicznie dac odpor wywiadowi udzielonemu francuskiej telewizji przez Misiaka (prowokatora z UB zreszta, czego narrator do konca nie poj muje), ze przeciez wywiad ten musialby najpierw przejsc przez cenzure we Francji aby mogl byc wyemitowany... Podejrzewam, iz intencja Glowackiego bylo wtedy wywolanie wesolosci u czytelnika. Z perspektywy czasu ten fragment moze budzic we mnie wylacznie smutna refleksje na temat tzw. "wolnosci slowa na Zachodzie"... A moze Glowacki klasyfikuje dzisiejsza cenzure polityczna na Zachodzie jako komercyjna? Po prostu dlatego, ze cenzo rzy nie podlegaja juz ministerstwom czy sluzbom specjal nym a raczej magnatom prasowym, ktorzy te ministerstwa i sluzby specjalne kupuja i kontroluja...

Do tej pory trudno mi sie oswoic z panujaca w Dolinie at mosfera marzen o bogactwie. Z tym charakterystycznym, dla calych USA zreszta, marzeniem o wielkim sukcesie i gorze dolarow. Do tej pory usmiech politowania polaczonego z rozbawieniem budza we mnie widoki takie jak ten z naszego parkingu, na ktorym jakas kobieta parkuje Jeepa Wranglera ze specjalna tablica rejestracyjna "2B RICH" czyli "BYC BOGATYM"...[cenzura] Wydaje mi sie, ze kiedy marzylem o Dolinie, marzylem raczej o jakims dokonaniu, moze nawet slawie, ale chyba nie o "wielkich pieniadzach". Teraz widze, ze mam raczej szanse na cos zupelnie odwrotnego - czegos wielkiego juz raczej nie dokonam i slawny nie bede (jestem juz chyba na to za stary he he), a co najwyzej moge zostac milionerem, co tu taj nie jest zreszta niczym specjalnym. W koncu w Dolinie - na terenie odpowiadajacym malemu wojewodztwu w PRL-bis a duzemu powiatowi w tzw. III Rzeczpospolitej - mieszka sobie juz jakies 200 tys. milionerow i multimilionerow i codzien ich przybywa. Ot, ostatnio na gielde weszla firma Juniper (branza telekomunikacyjna tzn. sieciowa) i akcje w ciagu jednego dnia skoczyly z ok. 20 na ok. 100 dolarow. Kto zatrudnil sie w firmie odpowiednio wczesnie (tj. np 3 lata temu) i dostal za centy np. 10 tys akcji, ten w ciagu jednego dnia dolaczyl do rzeszy tutejszych milionerow. No i na tym glownie polega tzw. "magia Doliny Krzemowej"...

W polowie lipca zapowiada sie symaptyczna impreza - Chor Politechniki Wroclawskiej wystapi z koncertem w Katedrze w San Jose - mam nadzieje, ze przywioza koszulki z napisem "Technical University of Wroclaw" he he...

Wczoraj mielismy kolejna kwartalna impreze grupowa - coraz gorzej (w sensie odleglosci he he): wypad do Paramount Great America - lunaparku o rzut beretem, nawet nie trzeba koniecznie uzywac autostrady, zeby sie tam dostac... Jest tam bardzo sympatycznie, o ile wybierze sie tam czlo wiek mala paczka z przyjaciolmi, albo z dziecmi, ale doprawdy nie potrafie zrozumiec jak komus moze przyjsc do glowy, ze w ten sposob mozna zintegrowac jakas grupe w zasadzie obcych sobie kulturowo i osobiscie ludzi... To juz jest chyba po prostu to ogolne skrzywienie cywilizacji konsumpcyjnej - wiara w to, ze wspolne wydawanie pieniedzy i obzarstwo moze zblizyc do siebie ludzi...

Dla Vikasa byla to juz ostatnia nasza wspolna impreza - od wtorku (w poniedzialek mamy wolne z okazji Dnia Niepodleg losci w niedziele) zaczyna prace w 3dfx, z czego jest tak szczesliwy, ze jego twarz mowi sama za siebie...

Leszkowi nie udalo sie zgrac wszystkich na grilla we Fre- -mont w przyszly poniedzialek, wiec... W ramach walki z "nuda" postanowilem skorzystac z tzw. dlu giego weekendu i, o ile nie wyskoczy mi nic w pracy, jade jutro w koncu do Area 51, przez park krajobrazowy Yosemite. Trzeba to bylo zrobic juz dawno temu... Ale... Podobno he he w niedziele ma byc koniec swiata wiec w oko licy Area 51 i w osadzie Rachel roic sie bedzie na pewno od rozmaitych oryginalow - glownie nawiedzonych zwolennikow pobratania sie z kosmitami itp. he he...

CDN