pad

99.07.04

Kiedy obudzilem sie przed siodma rano, stwierdzilem, iz jade po prostu trasa przez Yosemite do domu, zrobie po drodze postoje w ciekawych miejscach i zobaczymy co z tego wyniknie... Oczywiscie jesli mysle o dojechaniu do domu jeszcze tego samego dnia, trzeba wyjechac od razu nie czekajac na sniadanie. No i w ten sposob nie pozegnalem sie z Blond-Kowbojka... "Skoro byla z Las Vegas, taka mloda i miala Mustanga to musiala byc corka jakiegos tamtejszego milionera od kasyn" podsumowal pozniej Andrzej. Szkoda, ze nie wymienilismy sie adresami, bo w Las Vegas czlowiek bedzie pewnie jeszcze nie raz i moglby zalapac sie moze na jakas porzadna impreze he he... Aby dotrzec do Tonopah, gdzie moglbym zatankowac, potrzebowalem jakies 5 galonow paliwa. W baku bylo okolo 6 (na skutek rekonesansu oraz wieczornej wizyty pod Skrzynka poprzedniego dnia) wiec stwierdzilem, ze raz sie zyje he he. Najwyzej jesli zabraknie mi benzyny to bedzie to pod samym miastem wiec nie ma problemu. Ekonomie jazdy zepsuly mi nieco przechodzace masowo o tej porze przez szose krowy, ale skonczylo sie pacyfistycznie i ekologicznie, ze sie tak wyraze - zadnej nie "upolowalem"... Pozwolilem nawet sobie na zatrzymanie sie pod "statuetka" z rakieta przed Tonopah w celu zrobienia zdjec, a kiedy dotarlem do miasteczka, w baku mialem jeszcze jakis 1 galon -jak na filmach z Jamesem Bondem, kiedy to bohater rozbraja w ostatniej chwili bombe a zatrzymany licznik wskazuje 007 sekund do wybuchu... Pod Benton musialem zatrzymac sie na specjalnym punkcie kontrolnym (jak na przejsciu granicznym), gdzie pani w mundurze spytala mnie skad jade oraz czy nie przewoze jedzenia, roslin, zwierzat itp. Jestem pewien, ze nasi Rozumni tez z czasem wpadna na pomysl by postawic takie punkty kontrolne na przejsciach granicznych miedzy wojewodztwami, a z czasem - kto wie? - moze nawet miedzy powiatami po raz kolejny pokazujac swiatu, ze Polak potrafi "nawet lepiej"... Labuda juz kiedys skopiowala zachodni pomysl na zmniejszanie bezrobocia przez tworzenie "miejsc " dla tzw. staczy skrzyzowaniowych. Tego zreszta nie rozumiem. Jesli taki stacz ma zapewnic to, ze jakis daltonista zatrzyma sie na skrzyzowaniu mimo tego, ze nie widzi czerwonego swiatla to dlaczego stacze maja ubiory w kolorze zblizonym do czerwonego i trzymaja w reku czerwone znaki "stop"... Logiki wyrokow wladzy lewicowej ludzki umysl jednak nie ogarnie... Tak wiec mysle sobie, ile "miejsc " mozna stworzyc przy takich punktach kontrolnych. No i do tego przy szyciu mundurow, produkcji budek i szlabanow. Nawet Telekomunikacja Polska SA powinna na tym skorzystac jesli tylko zdecyduje sie przyznac tym posterunkom telefony... A przy przejsciach granicznych z wojewodztwem opolskim nalezaloby takze kontrolowac, czy nie przewozi sie bibuly nawolujacej do wasni o charakterze narodowym lub etnicznym he he - na szczescie nie ma juz woj. opolskiego, choc tow. Myrdin (wielka nadzieja opolskiej Lewicy) zyje i niestety he he ma sie dobrze...

... no a potem jechalem juz trasa 120 do Yosemite i przekonywalem sie, jakim szczesliwym zrzadzeniem losu bylo to, ze nie jechalem tamtedy w piatkowa noc...

Kawalek przed granica Parku trasa 120 przebiega bardzo blisko fantastycznego - choc niestety slonego - jeziora z krystalicznie czysta woda i piekna plaza z wspanialym, choc parzacym w stopy piaskiem. He he pojadlo sie, zamoczylo, po czym spokojnie polezalo na plazy kontemplujac to jak zawarte w promieniach slonecznych promieniowanie o zakresie ultrafioletowym wywoluje w skorze reakcje kancerogenne. No a przynajmniej jak opala czlowieka na raka w pol godziny he he...

Potem bylem juz w Yosemite. To trzeba zobaczyc. He he zwlaszcza zobaczyc to trzeba w dzien zanim sie czlowiek bedzie decydowal jechac tamtedy noca. Gdybym widzial Yosemite wczesniej w dzien to bym sie chyba nie zdecydowal a przynajmniej jechalbym ostrozniej he he... Poza fantastycznymi krajobrazami w stylu Tatry lamane przez Bieszczady z domieszka krajobrazow o charakterze wybitnie dewizowym, widzialem tez brunatna niedzwiedzice oraz dwa male niedzwiadki, co uznalem zdecydowanie za najwieksze osiagniecie calej wyprawy. Park Narodowy Yosemite jest naprawde piekny. Gory, lasy, fantastyczne potoki i strumienie no i snieg gdzieniegdzie a do tego zielen w tak wielu niesamowitych odcieniach...

Kiedy dotarlem do Oakdale bylem juz powaznie zmeczony. Postanowilem zatrzymac sie by cos zjesc i odpoczac. Nieomal od razu wypatrzylem restauracje Dennys, w ktorej pochlonalem porzadny stek i morze Coli. Kofeina zaczela w koncu dzialac i moglem ruszyc w dalsza droge. Kiedy okolo 19-tej wszedlem do domu, bylem szczesliwy, iz mam jeszcze jeden wolny dzien. Po porzadnym wypoczynku potrzebny jest porzadny odpoczynek - zwlaszcza kiedy wpada sie na pomysl przejechania 450 mil, w duzej czesci gorskimi serpentynami, w jeden dzien he he...