 |
 |


Kiedy
obudzilem sie przed siodma rano, stwierdzilem, iz jade po prostu
trasa przez Yosemite do domu, zrobie po drodze postoje w ciekawych
miejscach i zobaczymy co z tego wyniknie... Oczywiscie jesli mysle o
dojechaniu do domu jeszcze tego samego dnia, trzeba wyjechac od razu
nie czekajac na sniadanie. No i w ten sposob nie pozegnalem sie z
Blond-Kowbojka... "Skoro byla z Las Vegas, taka mloda i miala
Mustanga to musiala byc corka jakiegos tamtejszego milionera od
kasyn" podsumowal pozniej Andrzej. Szkoda, ze nie wymienilismy sie
adresami, bo w Las Vegas czlowiek bedzie pewnie jeszcze nie raz i
moglby zalapac sie moze na jakas porzadna impreze he he... Aby
dotrzec do Tonopah, gdzie moglbym zatankowac, potrzebowalem jakies 5
galonow paliwa. W baku bylo okolo 6 (na skutek rekonesansu oraz
wieczornej wizyty pod Skrzynka poprzedniego dnia) wiec stwierdzilem,
ze raz sie zyje he he. Najwyzej jesli zabraknie mi benzyny to bedzie
to pod samym miastem wiec nie ma problemu. Ekonomie jazdy zepsuly mi
nieco przechodzace masowo o tej porze przez szose krowy, ale
skonczylo sie pacyfistycznie i ekologicznie, ze sie tak wyraze -
zadnej nie "upolowalem"... Pozwolilem nawet sobie na zatrzymanie sie
pod "statuetka" z rakieta przed Tonopah w celu zrobienia zdjec, a
kiedy dotarlem do miasteczka, w baku mialem jeszcze jakis 1 galon
-jak na filmach z Jamesem Bondem, kiedy to bohater rozbraja w
ostatniej chwili bombe a zatrzymany licznik wskazuje 007 sekund do
wybuchu... Pod Benton musialem zatrzymac sie na specjalnym punkcie
kontrolnym (jak na przejsciu granicznym), gdzie pani w mundurze
spytala mnie skad jade oraz czy nie przewoze jedzenia, roslin,
zwierzat itp. Jestem pewien, ze nasi Rozumni tez z czasem wpadna na
pomysl by postawic takie punkty kontrolne na przejsciach granicznych
miedzy wojewodztwami, a z czasem - kto wie? - moze nawet miedzy
powiatami po raz kolejny pokazujac swiatu, ze Polak potrafi "nawet
lepiej"... Labuda juz kiedys skopiowala zachodni pomysl na
zmniejszanie bezrobocia przez tworzenie "miejsc " dla tzw.
staczy skrzyzowaniowych. Tego zreszta nie rozumiem. Jesli taki stacz
ma zapewnic to, ze jakis daltonista zatrzyma sie na skrzyzowaniu
mimo tego, ze nie widzi czerwonego swiatla to dlaczego stacze maja
ubiory w kolorze zblizonym do czerwonego i trzymaja w reku czerwone
znaki "stop"... Logiki wyrokow wladzy lewicowej ludzki umysl jednak
nie ogarnie... Tak wiec mysle sobie, ile "miejsc " mozna
stworzyc przy takich punktach kontrolnych. No i do tego przy szyciu
mundurow, produkcji budek i szlabanow. Nawet Telekomunikacja Polska
SA powinna na tym skorzystac jesli tylko zdecyduje sie przyznac tym
posterunkom telefony... A przy przejsciach granicznych z
wojewodztwem opolskim nalezaloby takze kontrolowac, czy nie przewozi
sie bibuly nawolujacej do wasni o charakterze narodowym lub
etnicznym he he - na szczescie nie ma juz woj. opolskiego, choc tow.
Myrdin (wielka nadzieja opolskiej Lewicy) zyje i niestety he he ma
sie dobrze...
... no a potem jechalem juz trasa 120 do
Yosemite i przekonywalem sie, jakim szczesliwym zrzadzeniem losu
bylo to, ze nie jechalem tamtedy w piatkowa noc...
Kawalek
przed granica Parku trasa 120 przebiega bardzo blisko fantastycznego
- choc niestety slonego - jeziora z krystalicznie czysta woda i
piekna plaza z wspanialym, choc parzacym w stopy piaskiem. He he
pojadlo sie, zamoczylo, po czym spokojnie polezalo na plazy
kontemplujac to jak zawarte w promieniach slonecznych promieniowanie
o zakresie ultrafioletowym wywoluje w skorze reakcje kancerogenne.
No a przynajmniej jak opala czlowieka na raka w pol godziny he
he...
Potem bylem juz w Yosemite. To trzeba zobaczyc. He he
zwlaszcza zobaczyc to trzeba w dzien zanim sie czlowiek bedzie
decydowal jechac tamtedy noca. Gdybym widzial Yosemite wczesniej w
dzien to bym sie chyba nie zdecydowal a przynajmniej jechalbym
ostrozniej he he... Poza fantastycznymi krajobrazami w stylu Tatry
lamane przez Bieszczady z domieszka krajobrazow o charakterze
wybitnie dewizowym, widzialem tez brunatna niedzwiedzice oraz dwa
male niedzwiadki, co uznalem zdecydowanie za najwieksze osiagniecie
calej wyprawy. Park Narodowy Yosemite jest naprawde piekny. Gory,
lasy, fantastyczne potoki i strumienie no i snieg gdzieniegdzie a do
tego zielen w tak wielu niesamowitych odcieniach...
Kiedy
dotarlem do Oakdale bylem juz powaznie zmeczony. Postanowilem
zatrzymac sie by cos zjesc i odpoczac. Nieomal od razu wypatrzylem
restauracje Dennys, w ktorej pochlonalem porzadny stek i morze Coli.
Kofeina zaczela w koncu dzialac i moglem ruszyc w dalsza droge.
Kiedy okolo 19-tej wszedlem do domu, bylem szczesliwy, iz mam
jeszcze jeden wolny dzien. Po porzadnym wypoczynku potrzebny jest
porzadny odpoczynek - zwlaszcza kiedy wpada sie na pomysl
przejechania 450 mil, w duzej czesci gorskimi serpentynami, w jeden
dzien he
he...
| |