pad

99.07.20

Grill we Fremont w poprzednia sobote byl bardzo sympatyczny - Leszek zaprosil swojego kolege, Darka Przygode, ktory byl kiedys m.in. redaktorem dzialu informatyki "Mlodego Technika", a teraz jest ekspertem od fachowego grillowania, ktorego tajnikow nie strzeze zreszta tak pilnie jak szczegolow projektu, ktory obecnie realizuje jego firma ... Tak wiec zjadlo sie fantastyczne grzyby marynowane (przepis Darka) z grilla, a nastepnie rownie fantastyczne miesko, ktore Darek kupuje w specjalnym sklepie meksykanskim. Niestety pamiec juz nie ta co w mlodosci i nie jestem w stanie nauczyc sie wymawiac okolo 20-sekundowa sekwencje glosek skladajacych sie na nazwe tego specjalu - konieczna aby moc go zakupic... Dowiedzialem sie tez za co polskie srodowisko informatyczne nie lubi Rolanda Waclawka, a ten ostatni wybudowal byl dom he he... Powspominalo sie stare czasy he he a Darek opowiedzial pare historii z czasow, kiedy PRL byla przodujacym w swiecie producentem wyrobow polprzewodnikowych he he. Takze o kosciach z opisem cyrilica, a napisem "NEC" widocznym pod mikroskopem, po spilowaniu obudowy oczywiscie...

Zaliczylem w koncu film "Starship Troopers" (polski tytul "Kawaleria Kosmosu") i zalamalem sie. Film ten jest modelowym przykladem na to, jak mozna zrobic nawet smieszna i w miare atrakcyjna wizualnie komercje jednoczesnie wybitnie profanujac wybitne dzielo literatury swiatowej. Gdyby rezyser mial choc troche przyzwoitosci moglby przynajmniej zmienic tytul. Ale jak spodziewac sie przyzwoitosci po facecie, ktory eksponuje publicznie najintymniejsze szczego- -ly anatomii znanej i lubianej gwiazdy Holywood i to na dodatek bez jej autoryzacji?...

W sobote, kolo 8 rano obudzil mnie telefon. "James, wstawaj - Chor przyjechal. Mam w domu cztery koty, ale musze zaraz wyjechac, wiec powiedzialem im, ze przyjedziesz ich popilnowac" - to oczywiscie Andrzej we wlasnej, choc nieco zaspanej osobie. Pojawilem sie na miejscu kilka minut po 11-ej a drzwi otworzyla mi Ola - chorzystka a do tego utalentowana pianistka i skrzypaczka. Pozostale koty jeszcze spaly po libacji poprzedniego wieczora, w czasie ktorej Andrzej - jako wybitny znawca kultury orientalnej - zaserwowal im sake. Proba przed koncertem w Katedrze w San Jose miala byc dopiero o 19-ej wiec dziewczyny mialy caly dzien dla siebie... Dwie zdecydowaly sie zostac, podczas gdy Ola i Ania wyrazily chec zwiedzenia dzikiej plazy w Santa Cruz. OK. Droga zajela nam okolo 70 minut i wkrotce szukalismy juz miejsca na plazy dogodnego do rozlozenia sie - na niektorych odcinkach nieco nieprzyjemnie pachnialy rozkladajace sie wyrzucone na brzeg przez fale glony no a w dodatku dosc mocno wialo a raczej sypalo piaskiem... W koncu zauwazylem cos, co wygladalo jak dwie miniaturowe wydmy. Powiedzialem dziewczynom, ze najlepiej bedzie chyba w zaglebieniu miedzy tymi wydmami. Podchodzimy i naszym oczom ukazuje sie male wysypisko smieci za wydmami... "Eeee" - mowie zrezygnowany - "tutaj jest syf...". Zrobilismy jeszcze jeden krok i nagle oczom naszym ukazuje sie lezaca w zaglebieniu miedzy wydmami dziewczyna w bikini. "Ladny syf hi hi" mowia dziewczyny. Rzeczywiscie, w USA taka figure widzi sie tylko w holywoodzkich produkcjach pokazujacych dziewczyny importowane zza oceanu. Tak wiec rozlozylismy sie przed wydmami. Za wydma lezala kobieta w bikini a jakies piecdziesiat metrow dalej golas z gatunku tzw. "puszystych". Co jakis czas wstawal, zakladal kapelusz slomkowy i przechadzal sie po plazy najwyraz- -niej starajac sie wzbudzic swoja osoba minimalne chocby zainteresowanie przechodzacych przez te okolice plazy raz na dwadziescia minut ludzi... Posiedzielismy troche walczac dzielnie z piaskiem w zebach, wykapalismy sie nieco - fale byly efektowne a woda nawet ciepla... no i wkrotce po tym trzeba juz bylo wracac... Wlasnie konczylismy sie zbierac, kiedy podszedl do nas golas z pytaniem o godzine. Dziwne, zawsze myslalem, ze ludzie bedacy tak blisko natury nie mierza czasu, choc pamietaja oczywiscie by raz na tych kilka lat spelnic obywatelsko-fizjologiczny obowiazek oddajac glos na Partie Demokratyczna...

Pierwsza osoba, ktora rzucila mi sie w oczy pod Katedra w San Jose, byla dziewczyna, ktora doskonale znalem z widzenia z okresu, gdy mieszkalem na Biskupinie we Wrocku. Bardzo szybko wyszlo na jaw, ze mamy z Asia - bo tak, jak sie okazalo, ma na imie - kilkoro wspolnych znajomych... Koncert byl fenomenalny a potem bylo he he coraz weselej. Najpierw impreza z czescia Choru u jednego z Polonusow (ogolnie byl to szereg rownoleglych imprez gdyz ekipa miala noclegi w prywatnych domach), potem czesc towarzystwa przeniosla sie do Andrzeja i znow bylo he he wesolo. Gdzies tak kolo 4-ej rano zadzialal instynkt samozachowawczy i rozmowa zeszla na polityke, wiec wiekszosci zachcialo sie spac he he... W niedziele Chor spiewal podczas Sumy w tej samej Katedrze - teoretycznie rzecz biorac rzymsko-katolickiej. Tyle, ze wystarczy uczestniczyc tam we Mszy, aby odniesc wrazenie, iz jest to jakies zupelnie inne wyznanie, lub sekta... Przede wszystkim w ogole sie tam nie kleka - w pierwszym momencie pomyslalem, iz to musi byc specyfika amerykanska - przeciez klekanie jako oznaka oddania holdu Bogu nie moze za bardzo godzic sie z mentalnoscia spoleczenstw Zachodu uczonych od dziecka, iz hold nalezy skladac wylacznie samemu sobie oraz D***kracji... Potem jednak przypomnialo mi sie, ze w amerykanskiej parafii w Sunnyvale jednak chyba sie kleka, wiec moja teoria nie jest zadowalajacym wyjasnieniem tego zjawiska... Komunie rozdawano pod obiema postaciami i rzecz dziwna: przystepowali chyba wszyscy tam obecni, choc w swiatyni nie widzialem ani jednego konfesjonalu. Podobno tam jednak sa, tyle, ze dobrze zamaskowane... Wygladalo to tak, ze na oltarzu postawiono srebrna tace z kieliszkami, po czym do oltarza podeszla grupa osob, przewaznie tzw. plci pieknej, przy czym w zaleznosci od wieku osoby te wygladaly albo jak z horroru SF (te starsze) albo jak z taniego filmu obyczajowego o zabarwieniu erotycznym (te mlodsze). Najpierw przyjely Komunie, a nastepnie ustawily sie dokola oltarza (Katedre zbudowano na planie kola z oltarzem posrodku i koncentrycznymi lawami wokol) ze wspomnianymi juz kieliszkami... Musze przyznac, iz poczulem sie bardzo nieswojo. Pamietam takie bardzo popularne powiedzenie: "W Watykanie nie wiedza tylko dwu rzeczy: kiedy bedzie koniec swiata oraz co mysla Jezuici". Wyglada na to, iz albo w Watykanie nie wiedza trzech rzeczy, albo nie za bardzo o to dbaja...

Potem prawie wszyscy pojechali degustowac wina w winnicowej okolicy nieopodal, a ja, jako, ze czesc towarzystwa wyrazila chec imprezowania pozniej u mnie - z uwagi na basen z prawdziwego zdarzenia - zabralem sie za przygotowania. Gdzies kolo 16-tej zadzwonil Andzej z wiadomoscia, iz po powrocie z winnicy wszyscy sa padnieci i chyba zostana u niego. No i zebym w zwiazku z tym przywiozl "sprzet" tam. Troche smieszna sprawa, gdyz wlasnie upchnalem wszystko w lodowce, ale OK. Jakies 20 minut pozniej bylem juz pod domem Andrzeja, a jakas sekunde po mnie przyjechal minivan z kolejna czescia ekipy. No bo czesc pluskala sie juz radosnie w basenie Andrzeja. Na widok stolu zastawionego przywiezionymi przeze mnie dobrami jeden z chorzystow rzucil wesolo "God bless America" no i rozpoczela sie impreza... Potem okazalo sie, ze Asia przywiozla kilka firmowych koszulek - takiej okazji nie moglem przegapic. Ostatecznie dokonalismy wymiany - w zamian za koszulke ofiarowalem Asi pamiatkowa tablice rejestracyjna "AREA 51" z Nevady. Dalem tylko straszna plame, kiedy poproszono mnie abym odgadl, ktorym rocznikiem jest Ola... Logika podpowiadala wlasciwy wiek (wiedzialem, ze wlasnie dostala sie na Akademie Muzyczna) jednak ja niestety pokierowalem sie wygladem - dosc powaznym, ze sie tak wyraze. No i dodalem Oli 8 lat. Wciaz zastanawiam sie czyja to wina. Moja, iz nie kierowalem sie czysta logika, czy tez Oli, iz za duzo imprezuje? Z drugiej strony nie moge Oli winic... Taki los artysty... Trasa (autokar), proba, koncert, wygrany festiwal, a w przerwach imprezy u goscinnych gospodarzy... i tak w kolko. W ciagu kilku tygodni tego tournee Chor zobaczy chyba cale Stany, co jest atrakcja spora ale tez i bardzo mocno meczaca, nawet biorac pod uwage sama tylko podroz. Ciekawe kiedy przyjada nastepnym razem...

CDN