 |
 |


Grill we
Fremont w poprzednia sobote byl bardzo sympatyczny - Leszek zaprosil
swojego kolege, Darka Przygode, ktory byl kiedys m.in. redaktorem
dzialu informatyki "Mlodego Technika", a teraz jest ekspertem od
fachowego grillowania, ktorego tajnikow nie strzeze zreszta tak
pilnie jak szczegolow projektu, ktory obecnie realizuje jego firma
... Tak wiec zjadlo sie fantastyczne grzyby marynowane (przepis
Darka) z grilla, a nastepnie rownie fantastyczne miesko, ktore Darek
kupuje w specjalnym sklepie meksykanskim. Niestety pamiec juz nie ta
co w mlodosci i nie jestem w stanie nauczyc sie wymawiac okolo
20-sekundowa sekwencje glosek skladajacych sie na nazwe tego
specjalu - konieczna aby moc go zakupic... Dowiedzialem sie tez za
co polskie srodowisko informatyczne nie lubi Rolanda Waclawka, a ten
ostatni wybudowal byl dom he he... Powspominalo sie stare czasy he
he a Darek opowiedzial pare historii z czasow, kiedy PRL byla
przodujacym w swiecie producentem wyrobow polprzewodnikowych he he.
Takze o kosciach z opisem cyrilica, a napisem "NEC" widocznym pod
mikroskopem, po spilowaniu obudowy oczywiscie...
Zaliczylem w
koncu film "Starship Troopers" (polski tytul "Kawaleria Kosmosu") i
zalamalem sie. Film ten jest modelowym przykladem na to, jak mozna
zrobic nawet smieszna i w miare atrakcyjna wizualnie komercje
jednoczesnie wybitnie profanujac wybitne dzielo literatury
swiatowej. Gdyby rezyser mial choc troche przyzwoitosci moglby
przynajmniej zmienic tytul. Ale jak spodziewac sie przyzwoitosci po
facecie, ktory eksponuje publicznie najintymniejsze szczego- -ly
anatomii znanej i lubianej gwiazdy Holywood i to na dodatek bez jej
autoryzacji?...
W sobote, kolo 8 rano obudzil mnie telefon.
"James, wstawaj - Chor przyjechal. Mam w domu cztery koty, ale musze
zaraz wyjechac, wiec powiedzialem im, ze przyjedziesz ich
popilnowac" - to oczywiscie Andrzej we wlasnej, choc nieco zaspanej
osobie. Pojawilem sie na miejscu kilka minut po 11-ej a drzwi
otworzyla mi Ola - chorzystka a do tego utalentowana pianistka i
skrzypaczka. Pozostale koty jeszcze spaly po libacji poprzedniego
wieczora, w czasie ktorej Andrzej - jako wybitny znawca kultury
orientalnej - zaserwowal im sake. Proba przed koncertem w Katedrze w
San Jose miala byc dopiero o 19-ej wiec dziewczyny mialy caly dzien
dla siebie... Dwie zdecydowaly sie zostac, podczas gdy Ola i Ania
wyrazily chec zwiedzenia dzikiej plazy w Santa Cruz. OK. Droga
zajela nam okolo 70 minut i wkrotce szukalismy juz miejsca na plazy
dogodnego do rozlozenia sie - na niektorych odcinkach nieco
nieprzyjemnie pachnialy rozkladajace sie wyrzucone na brzeg przez
fale glony no a w dodatku dosc mocno wialo a raczej sypalo
piaskiem... W koncu zauwazylem cos, co wygladalo jak dwie
miniaturowe wydmy. Powiedzialem dziewczynom, ze najlepiej bedzie
chyba w zaglebieniu miedzy tymi wydmami. Podchodzimy i naszym oczom
ukazuje sie male wysypisko smieci za wydmami... "Eeee" - mowie
zrezygnowany - "tutaj jest syf...". Zrobilismy jeszcze jeden krok i
nagle oczom naszym ukazuje sie lezaca w zaglebieniu miedzy wydmami
dziewczyna w bikini. "Ladny syf hi hi" mowia dziewczyny.
Rzeczywiscie, w USA taka figure widzi sie tylko w holywoodzkich
produkcjach pokazujacych dziewczyny importowane zza oceanu. Tak wiec
rozlozylismy sie przed wydmami. Za wydma lezala kobieta w bikini a
jakies piecdziesiat metrow dalej golas z gatunku tzw. "puszystych".
Co jakis czas wstawal, zakladal kapelusz slomkowy i przechadzal sie
po plazy najwyraz- -niej starajac sie wzbudzic swoja osoba minimalne
chocby zainteresowanie przechodzacych przez te okolice plazy raz na
dwadziescia minut ludzi... Posiedzielismy troche walczac dzielnie z
piaskiem w zebach, wykapalismy sie nieco - fale byly efektowne a
woda nawet ciepla... no i wkrotce po tym trzeba juz bylo wracac...
Wlasnie konczylismy sie zbierac, kiedy podszedl do nas golas z
pytaniem o godzine. Dziwne, zawsze myslalem, ze ludzie bedacy tak
blisko natury nie mierza czasu, choc pamietaja oczywiscie by raz na
tych kilka lat spelnic obywatelsko-fizjologiczny obowiazek oddajac
glos na Partie Demokratyczna...
Pierwsza osoba, ktora rzucila
mi sie w oczy pod Katedra w San Jose, byla dziewczyna, ktora
doskonale znalem z widzenia z okresu, gdy mieszkalem na Biskupinie
we Wrocku. Bardzo szybko wyszlo na jaw, ze mamy z Asia - bo tak, jak
sie okazalo, ma na imie - kilkoro wspolnych znajomych... Koncert byl
fenomenalny a potem bylo he he coraz weselej. Najpierw impreza z
czescia Choru u jednego z Polonusow (ogolnie byl to szereg
rownoleglych imprez gdyz ekipa miala noclegi w prywatnych domach),
potem czesc towarzystwa przeniosla sie do Andrzeja i znow bylo he he
wesolo. Gdzies tak kolo 4-ej rano zadzialal instynkt samozachowawczy
i rozmowa zeszla na polityke, wiec wiekszosci zachcialo sie spac he
he... W niedziele Chor spiewal podczas Sumy w tej samej Katedrze -
teoretycznie rzecz biorac rzymsko-katolickiej. Tyle, ze wystarczy
uczestniczyc tam we Mszy, aby odniesc wrazenie, iz jest to jakies
zupelnie inne wyznanie, lub sekta... Przede wszystkim w ogole sie
tam nie kleka - w pierwszym momencie pomyslalem, iz to musi byc
specyfika amerykanska - przeciez klekanie jako oznaka oddania holdu
Bogu nie moze za bardzo godzic sie z mentalnoscia spoleczenstw
Zachodu uczonych od dziecka, iz hold nalezy skladac wylacznie samemu
sobie oraz D***kracji... Potem jednak przypomnialo mi sie, ze w
amerykanskiej parafii w Sunnyvale jednak chyba sie kleka, wiec moja
teoria nie jest zadowalajacym wyjasnieniem tego zjawiska... Komunie
rozdawano pod obiema postaciami i rzecz dziwna: przystepowali chyba
wszyscy tam obecni, choc w swiatyni nie widzialem ani jednego
konfesjonalu. Podobno tam jednak sa, tyle, ze dobrze zamaskowane...
Wygladalo to tak, ze na oltarzu postawiono srebrna tace z
kieliszkami, po czym do oltarza podeszla grupa osob, przewaznie tzw.
plci pieknej, przy czym w zaleznosci od wieku osoby te wygladaly
albo jak z horroru SF (te starsze) albo jak z taniego filmu
obyczajowego o zabarwieniu erotycznym (te mlodsze). Najpierw
przyjely Komunie, a nastepnie ustawily sie dokola oltarza (Katedre
zbudowano na planie kola z oltarzem posrodku i koncentrycznymi
lawami wokol) ze wspomnianymi juz kieliszkami... Musze przyznac, iz
poczulem sie bardzo nieswojo. Pamietam takie bardzo popularne
powiedzenie: "W Watykanie nie wiedza tylko dwu rzeczy: kiedy bedzie
koniec swiata oraz co mysla Jezuici". Wyglada na to, iz albo w
Watykanie nie wiedza trzech rzeczy, albo nie za bardzo o to
dbaja...
Potem prawie wszyscy pojechali degustowac wina w
winnicowej okolicy nieopodal, a ja, jako, ze czesc towarzystwa
wyrazila chec imprezowania pozniej u mnie - z uwagi na basen z
prawdziwego zdarzenia - zabralem sie za przygotowania. Gdzies kolo
16-tej zadzwonil Andzej z wiadomoscia, iz po powrocie z winnicy
wszyscy sa padnieci i chyba zostana u niego. No i zebym w zwiazku z
tym przywiozl "sprzet" tam. Troche smieszna sprawa, gdyz wlasnie
upchnalem wszystko w lodowce, ale OK. Jakies 20 minut pozniej bylem
juz pod domem Andrzeja, a jakas sekunde po mnie przyjechal minivan z
kolejna czescia ekipy. No bo czesc pluskala sie juz radosnie w
basenie Andrzeja. Na widok stolu zastawionego przywiezionymi przeze
mnie dobrami jeden z chorzystow rzucil wesolo "God bless America" no
i rozpoczela sie impreza... Potem okazalo sie, ze Asia przywiozla
kilka firmowych koszulek - takiej okazji nie moglem przegapic.
Ostatecznie dokonalismy wymiany - w zamian za koszulke ofiarowalem
Asi pamiatkowa tablice rejestracyjna "AREA 51" z Nevady. Dalem tylko
straszna plame, kiedy poproszono mnie abym odgadl, ktorym rocznikiem
jest Ola... Logika podpowiadala wlasciwy wiek (wiedzialem, ze
wlasnie dostala sie na Akademie Muzyczna) jednak ja niestety
pokierowalem sie wygladem - dosc powaznym, ze sie tak wyraze. No i
dodalem Oli 8 lat. Wciaz zastanawiam sie czyja to wina. Moja, iz nie
kierowalem sie czysta logika, czy tez Oli, iz za duzo imprezuje? Z
drugiej strony nie moge Oli winic... Taki los artysty... Trasa
(autokar), proba, koncert, wygrany festiwal, a w przerwach imprezy u
goscinnych gospodarzy... i tak w kolko. W ciagu kilku tygodni tego
tournee Chor zobaczy chyba cale Stany, co jest atrakcja spora ale
tez i bardzo mocno meczaca, nawet biorac pod uwage sama tylko
podroz. Ciekawe kiedy przyjada nastepnym
razem...
CDN
| |