pad

99.08.27

--------------------

Wczoraj na chwile wlaczylem TV i mialem niezly ubaw - slyszalem przerozne komentarze wokol zblizajacych sie wyborow prezydenckich w kraju, ktory obecnie finansuje czyli USA he he. Jakas facetka skomentowala ewentualnosc startu w wyborach jakiegos komika nastepujaco: "przeciez gorzej niz teraz byc juz nie moze" Z kolei prezenterzy serwisu informacyjnego podsumowali material postulujac, iz byloby fair ze strony dziennikarzy, gdyby nie czepiali sie faktow z zycia kandydatow, ktore mialy miejsce wiecej niz 7 lat temu. No bo komu przeszkadza. Konkluzja brzmiala: tylko dziennikarzom he he. Jesli wygra Alek Gore... No coz he he... Juz teraz warto inwestowac w nieruchomosci na Ksiezycu i Marsie. Mysl o inwestowaniu na Ksiezycu przyszla mi do glowy z dwa tygodnie temu, gdy poznym wieczorem, sluchajac sobie "przebojow z dziecinstwa" czyli skladanki zespolu Kaja Goo Goo, patrzylem na Ksiezyc przez lunete (te od Andrzeja)... O kandydatach na nowego odpowiedzialnego za "swiecenie oczami" w USA pisze takze moj ulubiony "Najwyzszy Czas!". Leszek zrobil mi niesamowity prezent ta prenumerata, nawet chyba nie wie jaka ogromna radoche. Tak wiec po dwuletniej przerwie i podczytywaniu tego, co znajdzie sie "on-line", znow jestem stalym czytelnikiem wersji oficjalnej czyli papierowej. Zdziwila mnie tylko recenzja filmu "Matrix" w "NCzasie!". Albo cos jest nie tak z moim odbiorem filmow, albo faceta zwyczajnie natchnelo/nawiedzilo. Zupelnie nie wiem dlaczego autorzy recenzji lubia tak bardzo doszukiwac sie w filmach wszystkiego tego, czego tam chyba nie ma, zamiast po prostu napisac z sensem o czym dany film jest. A byc moze to po prostu "skrzywienie pokoleniowe". Domyslam sie, ze facet to raczej starsze pokolenie, wiec zamiast "brac komercje na zywca" za wszelka cene stara sie byc inteligentem i "analizowac". Tak wiec przeanalizowal i znalazl takie analogie, o jakich mi sie nawet nie snilo, choc zapomnial o jednym malym nawiazaniu do klasyki - jesli sie nie myle. Otoz taki mlody smieszny w "Matrix" mial ksywe "Myszka" - zupelnie jak kolega Robin Hood'a - jesli pamiec mnie nie zawodzi.

Z "Matrixem" to w ogole bylo smiesznie. W zeszlym tygodniu Vikas mial wpasc do mnie pozyczyc odkurzcz, gdyz (he he) mial do niego przyjechac ktos z rodziny, czy kumpel. Ja akurat mialem zamiar udac sie wczesniej spac, gdyz czulem "faze" (tj. ze akurat moglbym zasnac he he). Vikas dzwoni i pyta co robie. Na wszelki wypadek mowie nieco przesadzajac: "siedze i zlopie whisky". Wprawdzie saczylem symbolicznie a nie zlopalem, ale zlopanie brzmi bezpieczniej - a nuz przyjdzie mu do glowy wyciagnac mnie gdzies akurat teraz, kiedy czuje, iz bede mogl zasnac he he? Vikas to jest jednak twardziel i tak latwo sie nie poddaje. "Tak byc nie moze" - mowi - "pijesz sam? Beze mnie?! Zabieram Cie w takim razie do kina". Przemyslalem sprawe i doszedlem do wniosku, ze skoro chce mi sie spac, to po kinie bedzie mi sie chcialo pewnie nawet bardziej, a wiec OK. W kinie mialem podwojna frajde, gdyz raz, ze film zrobiony przez dwoch polonusow z Chicago byl calkiem calkiem a do tego usiadla obok mnie Amerykanka po ciemku nawet podobna do Tori Amos i nie molestowala mnie. Ograniczyla sie do wywalenia nog na fotel przed soba. Skonczylo sie wiec bez strat fizycznych i moralnych. Potem tylko byl problem, gdyz zagadalismy sie z Vikasem i chlopak wjechal (z przyzwyczajenia - jak do siebie do domu) na 101-ke nie w ta strone co trzeba. Dopiero na wysokosci Redwood City skontaktowalismy, ze zamiast jechac w kierunku San Jose jedziemy do San Francisco. No i znow sie nie wyspalem he he...

W "NCzasie!" wydrukowali za to fantastyczny wiersz K.K. Ba-czynskiego. Napisal m.in., ze wojna potrwa tylko jakies "szescdziesiat latek", a potem bedzie juz normalnie. Prorok czy jak?! Gdyz z tego co widac w okolo, jest szansa, ze Poeta pomylil sie tylko o kilka lat...

Dzis Agnieszka, Witek i Michal odlatuja do Polski. Postanowilismy, ze tak czy inaczej spotkamy sie znow wkrotce, a Michal stwierdzil, ze "Dolina Krzemowa jest i tak naszym jedynym wyjsciem". Do zobaczenia!

CDN