pad

99.09.02

--------------------

Ostatnie wydarzenia zaliczaja sie do kategorii tzw. zenady. Najpierw dostalem dwa smieszne listy. Jeden byl z AT&T, ktory odlaczylem sobie kilka miesiecy temu po tym jak doszedlem do wniosku, ze calkiem niepotrzebnie placilem abonament a przeciez przez chyba juz rok albo i dluzej nie skorzystalem z ich uslug ani razu. Ogolnie polega to na tym, ze uslugi telefoniczne w USA podzielono na lokalne oraz miedzystanowe. Jesli chodzi o lokalne to jest praktycznie monopol. Owszem, cos sie ostatnio zaczyna pojawiac ale w tzw. przytlaczajacej wiekszosci przypadkow oferuje je na danym terenie jeden posocjalistyczny moloch - "u nas" jest to Pacific Bell. To on odpowiada za rozmowy lokalne oraz wewnatrzstanowe. Natomiast juz miedzystanowe oraz miedzynarodowe rozmowy to tzw. LD (long distance) i tu mamy pelny wybor. Dawniej bylo tak, ze po prostu kazdy decydowal sie na jakiegos uslugodawce i mial go "fizycznie podlaczonego" do swego konta w Pacific Bell. Mozna bylo wiec wybierac miedzy AT&T, Sprint itd... Obecnie namnozylo sie rozmaitych firm, ktorych numery zaczynaja sie od 800, 888, 900 itp. a te polaczenia sa wciaz obslugiwane przez dostawce lokalnego, wiec tak naprawde "podlaczenie sie" na stale do dostawcy LD przestalo byc po prostu potrzebne do szczescia... Od wielu juz miesiecy korzystam (zarowno w przypadku rozmow z Polska jak i miedzynastanowych w USA) z polonijnej firmy World Discount Telecommunications z Dallas w Teksasie, tak wiec w koncu oswiecilo mnie i przypomnialem sobie, ze jesli odlacze sobie AT&T to w ciagu roku zaoszczedze na abonamencie na dobry obiad albo pare DVD. He he oczywiscie nie ma lekko - oszczednosci z pierwszego roku pochlania oplata za odlaczenie operatora... No i dostalem kulturalny list "od" Prezesa AT&T, w ktorym wyraza ubolewanie z powodu utraty dobrego klienta, co dla niego zawsze jest przedmiotem troski itp. itd.... Pragnie takze mnie oswiecic, ze zdecydowana wiekszosc klientow powraca do AT&T juz w ciagu pol roku od rezygnacji z ich uslug, gdyz tak wspaniala firma sa... Do listu dolaczono czek na 65 dolcow. W liscie napisano, iz moge je wydac wedle wlasnego uznania. Haczyk polega na tym, ze realizacja tego czeku powoduje automatycznie podlaczenie sie do AT&T... To jest chyba nawet bardziej smieszne niz zenujace. Gdyby czek byl bezwarunkowy, to moze ujeliby mnie za serce swa szczodrobliwoscia, zlitowalbym sie i podlaczyl... Jednak wobec takiego postawienia sprawy moge tylko pogardliwie sie usmiechnac i powiedziec "za 65 dolcow to szukajcie innego czarnucha" he he...

Drugi list to potezna koperta z rownie potezna ankieta z jakiejs "agencji konsumenckiej" - badajaca jakosc handlu spozywczego. Ogolnie jest tam mnostwo pytan adresowanych do "glownej osoby w gospodarstwie domowym dokonujacej zakupow spozywczych". Popatrzylem na niektore pytania i doszedlem do nst. wniosku: "A skad ja mam to wiedziec? Nie jestem jeszcze przeciez na emeryturze" he he... Najsmieszniejsze jest to, co oferuja w zamian za zadanie sobie tego wysilku... Losowanie jakiejs wycieczki czy innej tam symbolicznej nagrody, a do tego jakies kupony znizkowe. I to jest najbardziej zenujace. Cytowane tam opinie zadowolonych konsumentow brzmia mniej wiecej tak: "Jak to cudownie, ze moge wziac udzial w badaniu i otrzymac kupony na znizki wieksze niz 25 centow od ceny danego towaru". Ogolnie w USA wyglada to tak: przecietny konsument dostaje taki kupon - z korespondencja, na odwrocie pokwitowania ze sklepu, w gazecie itp. Kupon mowi mniej wiecej cos takiego: "Pojedz tam i tam a jesli zrobisz to do konca tego tygodnia to mozesz zaoszczedzic 15 centow na sloiku sosu do makaronu firmy takiej a takiej, pod warunkiem, ze kupisz 2 sloiki". Tresowany od dziecka wg najlepszych wzorcow Pawlowa przecietny konsument amerykanski dostaje na widok takiego kuponu naglego ataku euforii polaczonej z duma, iz urodzil sie w tym najcudowniejszym i najbardziej demokratycznym kraju na swiecie. Po czym wsiada w samochod i jedzie. Spali benzyne za dwa dolary, spedzi kilka godzin w korkach, ale gdy wraca do domu, obok zmeczenia, ktorego tak naprawde nie ma (gdyz jak wiadomo Amerykanie to supermeni a tacy nigdy sie nie mecza tylko po prostu raz na jakis czas umieraja) odczuwa wielka, ogromna satysfakcje. Po raz kolejny udalo mu sie zaoszczedzic 15 centow. No i wie juz, co bedzie teraz jadl, gdyz przeciez, gdyby nie magiczny kupon, wybor bylby tak trudny, iz praktycznie niemozliwy...

Chlopcy z warsztatow samochodowych tez cwania sie jak tylko moga w tym "wilczym kapitalizmie". Ot, musialem naprawic mego T-birda. Wprawdzie rdzen grzejnika wymienialem juz nieco ponad rok temu, ale wtedy mialem wrazenie, iz bylo to tylko usuniecie skutku, ale nie przyczyny... No i nie pomylilem sie. Teraz wiem juz jakie byly przyczyny he he. Facet z warsztatu podal mi oczywiscie z gory przewidywana cene naprawy - jest to tutaj "konstytucyjne" prawo konsumenta. Jesli rachunek jest nierozsadnie wyzszy od przewidywanej ceny na pismie... rzesza prawnikow czeka na latwy zer... Tak wiec przewidywana cena byla OK, powiedzialem facetowi, zeby zabral sie do dziela i czekam... Nagle przypomnialem sobie, ze jak w tamtym roku wymieniali mi ten rdzen, to potem okazalo sie, ze zapomnieli wpompowac znow do instalacji klimatyzacji freon, ktory podczas naprawy ulecial w strone warstwy ozonowej - ku przerazeniu ekologow... Tamci mieli jednak tyle przyzwoitosci, ze przyznali, iz dali plame i wobec tego uzupelnili freon bezplatnie... Pomyslalem wiec, ze zanim zaplace, musze sprawdzic, czy klimatyzacja chlodzi - jesli nie to znaczy, ze chlopcy zapomnieli o freonie... W przyrodzie jednak istnieje zjawisko tzw. telepatii he he. Dostaje nagle telefon z warsztatu. Sympatyczny facet badzo sympatycznym glosem mowi, ze "prawie zrobione", tylko chce wiedziec, czy zycze sobie zeby napuscili do klimatyzacji freonu. Za dodatkowa, calkiem kulturalna i sympatyczna oplata zreszta. Nigdy nie przypuszczalem, ze freon tyle kosztuje. Trzeba mi bylo zrobic kariere w chemicznym businessie he he... Mam wiec kolejna lekcje obslugi instytucji obslugi klienta. Nastepnym razem bede pamietal, aby spytac, czy przewidywane koszty obejmuja freon he he...

A dzis rano jade sobie do pracy, w radiu leci cos miedzy swingiem a lekkim rockiem. Jakas facetka spiewa, iz "dowiedziala sie, ze Monika Lewinsky to k***a Bialego Domu". I cos tam dalej. Po prostu zenada...

CDN