 |
 |


--------------------
Ostatnie wydarzenia zaliczaja sie
do kategorii tzw. zenady. Najpierw dostalem dwa smieszne listy.
Jeden byl z AT&T, ktory odlaczylem sobie kilka miesiecy temu po
tym jak doszedlem do wniosku, ze calkiem niepotrzebnie placilem
abonament a przeciez przez chyba juz rok albo i dluzej nie
skorzystalem z ich uslug ani razu. Ogolnie polega to na tym, ze
uslugi telefoniczne w USA podzielono na lokalne oraz miedzystanowe.
Jesli chodzi o lokalne to jest praktycznie monopol. Owszem, cos sie
ostatnio zaczyna pojawiac ale w tzw. przytlaczajacej wiekszosci
przypadkow oferuje je na danym terenie jeden posocjalistyczny moloch
- "u nas" jest to Pacific Bell. To on odpowiada za rozmowy lokalne
oraz wewnatrzstanowe. Natomiast juz miedzystanowe oraz
miedzynarodowe rozmowy to tzw. LD (long distance) i tu mamy pelny
wybor. Dawniej bylo tak, ze po prostu kazdy decydowal sie na
jakiegos uslugodawce i mial go "fizycznie podlaczonego" do swego
konta w Pacific Bell. Mozna bylo wiec wybierac miedzy AT&T,
Sprint itd... Obecnie namnozylo sie rozmaitych firm, ktorych numery
zaczynaja sie od 800, 888, 900 itp. a te polaczenia sa wciaz
obslugiwane przez dostawce lokalnego, wiec tak naprawde "podlaczenie
sie" na stale do dostawcy LD przestalo byc po prostu potrzebne do
szczescia... Od wielu juz miesiecy korzystam (zarowno w przypadku
rozmow z Polska jak i miedzynastanowych w USA) z polonijnej firmy
World Discount Telecommunications z Dallas w Teksasie, tak wiec w
koncu oswiecilo mnie i przypomnialem sobie, ze jesli odlacze sobie
AT&T to w ciagu roku zaoszczedze na abonamencie na dobry obiad
albo pare DVD. He he oczywiscie nie ma lekko - oszczednosci z
pierwszego roku pochlania oplata za odlaczenie operatora... No i
dostalem kulturalny list "od" Prezesa AT&T, w ktorym wyraza
ubolewanie z powodu utraty dobrego klienta, co dla niego zawsze jest
przedmiotem troski itp. itd.... Pragnie takze mnie oswiecic, ze
zdecydowana wiekszosc klientow powraca do AT&T juz w ciagu pol
roku od rezygnacji z ich uslug, gdyz tak wspaniala firma sa... Do
listu dolaczono czek na 65 dolcow. W liscie napisano, iz moge je
wydac wedle wlasnego uznania. Haczyk polega na tym, ze realizacja
tego czeku powoduje automatycznie podlaczenie sie do AT&T... To
jest chyba nawet bardziej smieszne niz zenujace. Gdyby czek byl
bezwarunkowy, to moze ujeliby mnie za serce swa szczodrobliwoscia,
zlitowalbym sie i podlaczyl... Jednak wobec takiego postawienia
sprawy moge tylko pogardliwie sie usmiechnac i powiedziec "za 65
dolcow to szukajcie innego czarnucha" he he...
Drugi list to
potezna koperta z rownie potezna ankieta z jakiejs "agencji
konsumenckiej" - badajaca jakosc handlu spozywczego. Ogolnie jest
tam mnostwo pytan adresowanych do "glownej osoby w gospodarstwie
domowym dokonujacej zakupow spozywczych". Popatrzylem na niektore
pytania i doszedlem do nst. wniosku: "A skad ja mam to wiedziec? Nie
jestem jeszcze przeciez na emeryturze" he he... Najsmieszniejsze
jest to, co oferuja w zamian za zadanie sobie tego wysilku...
Losowanie jakiejs wycieczki czy innej tam symbolicznej nagrody, a do
tego jakies kupony znizkowe. I to jest najbardziej zenujace.
Cytowane tam opinie zadowolonych konsumentow brzmia mniej wiecej
tak: "Jak to cudownie, ze moge wziac udzial w badaniu i otrzymac
kupony na znizki wieksze niz 25 centow od ceny danego towaru".
Ogolnie w USA wyglada to tak: przecietny konsument dostaje taki
kupon - z korespondencja, na odwrocie pokwitowania ze sklepu, w
gazecie itp. Kupon mowi mniej wiecej cos takiego: "Pojedz tam i tam
a jesli zrobisz to do konca tego tygodnia to mozesz zaoszczedzic 15
centow na sloiku sosu do makaronu firmy takiej a takiej, pod
warunkiem, ze kupisz 2 sloiki". Tresowany od dziecka wg najlepszych
wzorcow Pawlowa przecietny konsument amerykanski dostaje na widok
takiego kuponu naglego ataku euforii polaczonej z duma, iz urodzil
sie w tym najcudowniejszym i najbardziej demokratycznym kraju na
swiecie. Po czym wsiada w samochod i jedzie. Spali benzyne za dwa
dolary, spedzi kilka godzin w korkach, ale gdy wraca do domu, obok
zmeczenia, ktorego tak naprawde nie ma (gdyz jak wiadomo Amerykanie
to supermeni a tacy nigdy sie nie mecza tylko po prostu raz na jakis
czas umieraja) odczuwa wielka, ogromna satysfakcje. Po raz kolejny
udalo mu sie zaoszczedzic 15 centow. No i wie juz, co bedzie teraz
jadl, gdyz przeciez, gdyby nie magiczny kupon, wybor bylby tak
trudny, iz praktycznie niemozliwy...
Chlopcy z warsztatow
samochodowych tez cwania sie jak tylko moga w tym "wilczym
kapitalizmie". Ot, musialem naprawic mego T-birda. Wprawdzie rdzen
grzejnika wymienialem juz nieco ponad rok temu, ale wtedy mialem
wrazenie, iz bylo to tylko usuniecie skutku, ale nie przyczyny... No
i nie pomylilem sie. Teraz wiem juz jakie byly przyczyny he he.
Facet z warsztatu podal mi oczywiscie z gory przewidywana cene
naprawy - jest to tutaj "konstytucyjne" prawo konsumenta. Jesli
rachunek jest nierozsadnie wyzszy od przewidywanej ceny na pismie...
rzesza prawnikow czeka na latwy zer... Tak wiec przewidywana cena
byla OK, powiedzialem facetowi, zeby zabral sie do dziela i
czekam... Nagle przypomnialem sobie, ze jak w tamtym roku wymieniali
mi ten rdzen, to potem okazalo sie, ze zapomnieli wpompowac znow do
instalacji klimatyzacji freon, ktory podczas naprawy ulecial w
strone warstwy ozonowej - ku przerazeniu ekologow... Tamci mieli
jednak tyle przyzwoitosci, ze przyznali, iz dali plame i wobec tego
uzupelnili freon bezplatnie... Pomyslalem wiec, ze zanim zaplace,
musze sprawdzic, czy klimatyzacja chlodzi - jesli nie to znaczy, ze
chlopcy zapomnieli o freonie... W przyrodzie jednak istnieje
zjawisko tzw. telepatii he he. Dostaje nagle telefon z warsztatu.
Sympatyczny facet badzo sympatycznym glosem mowi, ze "prawie
zrobione", tylko chce wiedziec, czy zycze sobie zeby napuscili do
klimatyzacji freonu. Za dodatkowa, calkiem kulturalna i sympatyczna
oplata zreszta. Nigdy nie przypuszczalem, ze freon tyle kosztuje.
Trzeba mi bylo zrobic kariere w chemicznym businessie he he... Mam
wiec kolejna lekcje obslugi instytucji obslugi klienta. Nastepnym
razem bede pamietal, aby spytac, czy przewidywane koszty obejmuja
freon he he...
A dzis rano jade sobie do pracy, w radiu leci
cos miedzy swingiem a lekkim rockiem. Jakas facetka spiewa, iz
"dowiedziala sie, ze Monika Lewinsky to k***a Bialego Domu". I cos
tam dalej. Po prostu
zenada...
CDN
| |