 |
 |


99.10.05
Zyc nie umierac he he. Okazalo sie, ze tzw.
problem z moim T-bird to dokladnie to, co kiedys przydarzylo sie
Piotrowi - mechanicy licytowali sie w kosztach naprawy, podczas gdy
wystarczylo zresetowac komputer sterujacy praca silnika... Na to
przynajmniej wyglada, gdyz inaczej nie potrafie wytlumaczyc faktu,
iz odebralem z warsztatu samochod, kto- -rego podobno "nie oplaca
sie nawet naprawiac", podczas gdy jezdzi teraz zupelnie
bezproblemowo - jak dawniej. To jednak chyba nienajlepiej swiadczy o
"panach fachowcach"...
Reorganizacje, reorganizacje i jeszcze
raz reorganizacje... Po wchlonieciu VLSI wprowadzamy w nowej
organizacji typowo jewro-pejski centralizm. Dobrze, ze za kilka
tygodni juz tu mnie nie bedzie... Swoja droga teraz przezywam
dokladnie to samo, przez co przechodzil Vikas kilka miesiecy temu...
Ta beznadziejna frustracja, ze "gdyby nie ta idio- -tyczna wiza to
moglbym juz dzis... a tak trzeba zmarnowac jeszcze kilka tygodni"...
Nie ma nic gorszego niz rozpoczynanie tzw. dnia pracy mysla "co ja
tu robie?!"...
Kilka dni temu rozmawialem z nowym szefem
mojego zespolu, a raczej facetem, ktory niedlugo ma zostac szefem...
Facet jest Francuzem, spedzil wczesniej w Dolinie 5 lat - najpierw w
Sun Microsystems zajmowal sie procesorami Sparc, potem pracowal
jeszcze w dwoch start-up'ach... Rok temu zaczal prace w VLSI no i
przeniesli go do Francji - do francuskiego oddzialu VLSI w
miejscowosci Sofia (tak to sie chyba pisze). Dziwna rzecz. O
Franzuzach zawsze mialem dosyc stereotypowe wyobrazenie - narodowcy
gorsi od hitlerowcow, wydaje im sie, ze Paryz to centrum
Wszechswiata, robia wszystko "inaczej" (tzn. "lepiej" he he), no a
ostatnio nawet wpro- -wadzili odpowiedzialnosc karna za zapozyczenia
jezykowe. A rzeczony Gilles nagle mi tu oswiadcza, ze "Francja jest
dobra, zeby pojechac tam na wakacje, ale nie, zeby pracowac". Po
czym wyjasnia: "Ciagle ktos strajkuje - jak nie jedni to inni - a do
tego 9 tygodni obowiazkowego urlopu. Jak w takich warunkach mozna
prowadzic firme?!"... No no... nie spodziewalbym sie he
he...
W zeszla sobote we Fremont miala miejsce znow mala
impreza grillowa - z Darkiem w roli Mistrza Ceremonii oczywiscie.
Tym razem Darek przyjechal wraz z rodzina - tj. zona i corka. Bylo
bardzo sympatycznie tylko cos szybko zrobilo sie zimno he he...
Dobrze jednak, ze ja osobiscie wole taki wlasnie typ pogody - kiedy
inni owijaja sie kocami he he... Potem Darek, korzystajac ze sprzetu
Leszka, przegral sobie z PAL na NTSC przywieziona z Polski kasete z
obrony pracy doktorskiej. Takie przegrywanie to jest dopiero frajda
- Darek co chwile ozywial sie widzac coraz to nowa twarz z
przeszlosci, po czym przepraszajaco wyjasnial: "ja wiem, ze wam to
nic nie mowi, ale dla mnie...". He he dla mnie to tez byla calkiem
sympatyczna sprawa. W koncu po raz pierwszy w zyciu widzialem jak
wyglada taka impreza a i samo nagranie mialo w sobie cos bardzo
sympatycznego i nieuchwytnego zarazem... Mozna odniesc wrazenie, ze
odbywa sie cos w rodzaju podrozy w czasie i przestrzeni i oto nagle
znajduje sie czlowiek w Warszawie A.D. 1990...
Nie ma to jak
promocje i kupony znizkowe. Wczoraj i dzis wykorzystalem dwa
super-kupony jakie otrzymalem niedawno w butiku "Millers Outpost" w
Sunnyvale. Przy czym byly to prawdziwe (he he) kupony znizkowe - tj.
dajace 20 dolarow upustu przy zakupie od 50 dolcow wzwyz, a nie to
co w Safeway'u - 5%, przy czym nie dotyczy... - tu dluga lista
artykulow otwierana przez wyroby "z procentami"... Jedno jest pewne
- kupony z Safeway'a mozna o tzw. kant rozbic, no chyba, ze kupuje
sie chleb i mleko dla calej rodziny na nastepne 10 lat he he... Tak
wiec wczoraj kupilem sobie cztery fantastyczne koszulki, a dzis pare
spodni i najwazniejsze - kurtke, wprawdzie nie skorzana, tylko
imitacje, ale za to taka, ze jak sie w nia ubiore to "Blade Runner"
i "Matrix" wymiekaja he he. Szkoda tylko, ze nie jestem Murzynem -
bylbym juz calkiem "cool" he he. Jednym slowem, gdyby Ola teraz mnie
zobaczyla, to juz he he nie mialaby powodow do narzekan... A propos,
zdjecia z Chicago wyszly calkiem calkiem, tylko to z szyldem "Pekao
Jackowo" nie za bardzo. Sam szyld, owszem wyszedl "wzorcowo", tyle
ze za kazdym razem bede musial powtarzac: "a ta malutka postac pod
szyldem to wlasnie ja" he
he...
CDN
| |