pad

Fortran Drive  San Jose, CA

[Co jest tutaj sympatyczne, to nazwy ulic itp. Niektore firmy maja wrecz swoje "miejsca" - np. siedziba firmy AMD w Sunnyvale ma na szyldzie adres "1 AMD Place". Z kolei siedziba 3dfx, gdzie pracuje Vikas, miesci sie przy drodze nazwanej najwyrazniej na czesc jezyka Fortran - "Fortran Drive" w San Jose...]

Zespol budynkow NEC, w tym glowny budynek (czyli tzw. "headquarters") firmy NEC Electronics, w ktorym pracuje, miesci sie na rogu Central Expressway i Scott Boulevard w Santa Clara, okolo 4 i pol mili (czyli mniej wiecej 7 km) od mojego mieszkania w Sunnyvale. Pelna wygoda, jakies 10 minut samochodem.

Od samego poczatku NEC zaskakuje mnie kultura i profesjona- -lizmem. Chocby recepcja, gdzie przychodza interesanci - wyroznia sie smakiem i klasa. Elegancki hall z malymi poko- -jami do rozmow, biurko recepcjonistki, obok plaski (zapew- -ne plazmowy) ekran (oczywiscie NEC) wyswietlajacy atrak- -cyjny klip wideo prezentujacy Firme, "wirtualne akwarium" z rybkami obok drzwi prowadzacych do srodka budynku... Wszystkie drzwi wejsciowe (w odroznieniu od ewakuacyjnych) zaopatrzone sa w czytniki transponderow wtopionych w pla- -kietki identyfikacyjne (tym razem Motorola) pracownikow. Dzialaja bez zarzutu - w przeciwienstwie do czytnikow kart magnetycznych przy wejsciach do Philipsa - czasem trzeba sie bylo nameczyc, aby drzwi sie w koncu odblokowaly...

Pierwsze pare godzin to standardowa tzw. orientacja - pare osob zapoznaje nowego pracownika z wszystkim co tylko jest potrzebne i przydatne. Wypelnia sie pare papierkow, w tym formularz okreslajacy status podatkowy, oglada sie maly film przedstawiajacy Firme, otrzymuje sie informacje o wszelkich swiadczeniach socjalnych itp. Dowiaduje sie takze czlowiek o wszystkich najwaznijeszych miejscach w budynku, o sposobie dostepu, zabezpieczeniach itp. W miedzyczasie robia zdjecie kamera video i po chwili dostaje sie wspom- -niany wyzej identyfikator. Oczywiscie mala "wycieczka" po budynku - facet pokazal nam m.in. gdzie jest stolowka (bar- -dzo dobra, prowadzona przez ekipe z Mariotta, jedyna wada to to, ze najwyzszej jakosci aromatyczna kawa z duzych ter- -mosow nie jest niestety bezplatna, podobnie jak zimne na- -poje puszkowe he he - tylko Vikas ma fajnie: w 3dfx nawet piwo jest za darmo...), a takze sala gimnastyczna z silow- -nia, z ktorej korzystac mozna w kazdej chwili, a dodatkowo organizowane sa tam takie kursy grupowe jak samoobrona, kick-boxing, swing, taniec towarzyski (mnie chyba juz nikt i nic nie pomoze he he) itd...

Podczas pierwszego lunchu (spozywalem go oczywiscie z Ha- -nochem) przysiadlo sie do nas dwoch facetow, obaj zdaje sie od marketingu. Jeden od razu powiedzial, ze mam ele- -gancki zegarek (to moja Helvetia prawdopodobnie "made in Wieruchowo" czy jak sie tam ta dziura nazywa he he). Mowie, ze "to zwykly, tani zegarek", a facet na to, ze "nic nie szkodzi, wazne, ze jest niezwykle gustowny, a on jako gosc od marketingu od razu zwraca uwage na takie rzeczy"... Potem zaczal opowiadac o jakims obejrzanym przez siebie filmie dokumentalnym. Mowi "ci Anglicy to bardzo sprytnie rozpracowali te Enigme". "To nie Anglicy! To Polacy!" - "wolam oburzony" wykazujac "rewolucyjna czujnosc" he he. Facet przyznaje, ze owszem Polacy, ale w sumie ich zasluga jest tylko taka, ze wpadli na pomysl, aby sprawdzic najbardziej oczywista rzecz, tak oczywista, ze nikt inny nawet nie pomyslal o tym. Eh, ta propaganda...

Szybko okazuje sie, ze w "moim" (to jest kierowanym przez Hanocha) zespole wszyscy to Sr. Eng. a kolega, ktoremu bede pomagal to nawet Staff Eng. Od razu przypomina mi sie ta retoryczna kwestia Pazury z filmu "Krol": "Gdzie sa wasi kaprale?!" he he...

We wtorek, czyli moj drugi dzien pracy, zalapalem sie od razu na spotkanie calego departamentu z darmowym lunchem - bardzo dobra pizza i salatkami. Musze powiedziec, ze odnio-- -slem badzo korzystne wrazenie: Japonczycy staraja sie stworzyc bardzo przyjazna, luzna i otwarta atmosfere przy jednoczesnym podkresleniu hierarchii "wladzy i waznosci". Kazdy moze komentowac, zadawac bardzo szczegolowe pytania, nawet o rzeczy tak drobne, ze mogloby to sie wydawac smie- -szne, a jednak nie budzi to wcale irytacji managementu, a wrecz przeciwnie, jest pozadane - pracownik ma sie czuc jakby byl w rodzinie. Przedstawiono nowych pracownikow, w tym mnie, powiedzialem krotko o sobie, po czym kurtuazyjnie wyrazilem wdziecznosc za nowa szanse, jaka otworzyla przede mna Firma, zmieszalem sie tylko nieco, gdyz siedzaca pare krzesel dalej piekna i elegancko ubrana Japonka od marke- -tingu dziwnie sie do mnie usmiechala he he...

W srode rano zabralem sie do pracy, gdy nagle slysze za soba glos tej wlasnie Japonki: "a, to tutaj siedzisz, poz- -nalam cie wczoraj na spotkaniu" itd. Japonka usmiechala sie i szczebiotala. Spytala mnie czy w Polsce mowi sie po angielsku i powiedziala, ze bardzo podoba sie jej moj ak- -cent, ze jest "fajny"... "Przechlapane" - mysle - "To dopiero moj trzeci dzien w pracy a juz mnie >harasuja<"...

CDN