pad

Gracjana otwierala mi korzystajac z jakichs dziwnie wygladajacych zdobyczy technologii

(20)00.04.02

Ostatnim razem zapomnialem zawiadomic, ze pod adresem: http://www.geocities.com/mark0xd/mark13/SantaBarbara1299/ jest juz strona o Jacka i moim Bozym Narodzeniu w Santa Barbara - oczywiscie ze zdjeciami he he...

Wreszcie he he! Moja ulubiona kreskowka czyli "King of The Hill" (oznaczenie kodowe KOTH) zawitala wreszcie do Polski - pokazywana jest na nowym kanale TV4. Nie wiem tylko co za glab wymyslil tytul "Bobby kontra wapniaki". Znacznie bardziej adekwatnym bylby np. "Hank Hill kontra Postep" he he. Znajac sympatie polskiej widowni dla amerykanaskich seriali obyczajowych przewiduje ogromna popularnosc tej fenomenalnej produkcji o teksaskim "ciemnogrodzie" he he...

Z wiadomosci lokalnych (innych zreszta tu praktycznie nie nadaja - swiat rozciaga sie miedzy Oakland a San Jose i tylko od czasu do czasu "poda" cos z zaswiatow - jak np. Australii czy Rosji he he) rozbawily mnie ostatnio dwie.

Dalsza liberalizacja... a wlasciwie podtrzymanie dosc typowej dla San Francisco zasady, ze "ludzie potrzebujacy marijuane w celach leczniczych" maja do niej ulatwiony dostep. Ale he he jak to w socjalizmie. Marijuane dostaja "na recepte" a dostawcom zabronione jest czerpanie zyskow z calego tego procederu. Ciekawa jest tez argumentacja za. Wiadomo, ze "marysia" ma pewne wlasciwosci lecznicze, ale gdy posrod wielu schorzen, na ktore rzekomo "trawka" pomaga uslyszalem... "migrenowe bole glowy" to he he... Nie lepiej po prostu zalegalizowac dla doroslych i przestac sie osmieszac?

Druga informacja byla jeszcze smieszniejsza... moze nie tyle informacja, ktora sama w sobie byla przykra, ale he he komentarz ubarwiajacy reportera... Otoz jakas starsza para z Meksyku czy jakiegos innego kraju przyjechala do San Francisco w celu powtorzenia po latach miodowego miesiaca. Przywiezli nawet swoje stroje slubne, ktore niestety zaraz po przybyciu do Frisco zostaly im skradzione wraz z cala reszta bagazy. Jesli dodac do tego fakt, ze nie mowia po angielsku... sytuacja nabiera bardzo dotkliwego wymiaru... Od czego jednak typowa dla Stanow Zjednoczonych (co wciaz naprawde mnie pozytywnie zaskakuje - zupelnie serio!!!) dzialalnosc spoleczno-dobroczynna? - poszkodowanymi zajela sie natychmiast miejscowa spolecznosc, a Mariott we Frisco oddal im bezplatnie do dyspozycji na wiele dni swoj najlepszy apartament. Koncowka komentarza w reportarzu brzmiala mniej wiecej nst. "Wspanialy widok przez panoramiczne okno apartamentu oraz portret Billa Clintona wiszacy na jego scianie sprawily, ze to, co poczatkowo bylo ogromna tragedia dla naszych bohaterow, zamienilo sie nagle w najwspanialsza przygode ich zycia"...

Powoli rozgladam sie za wlasnym mieszkankiem he he. Sytuacja w Dolinie nie jest - prawde mowiac - najweselsza - najlepsza ilustracja tej tezy he he bedzie scenka rodzajowa z Doliny Krzemowej, ktora miala niedawno miejsce w San Jose. Kolejny kompleks mieszkalny mial zaczac sprzedawac dzialki wraz z domami, ktore mialy byc wkrotce na nich wybudowane. Cena wywolawcza 800 tys. dolarow od domku, co oznacza, ze prawdopodobnie trzebaby wylozyc co najmniej z 900 tys. aby w takim domku zamieszkac... Suma niebagatelna, wydawaloby sie... Nie tutaj he he. Juz na dwa dni przed otwarciem biura kompleksu pod plotem zawiazala sie "lista spoleczna" - namiotowo-spiworowa. Ludzie koczowali tam aby miec pierwszenstwo przy wyborze dzialki - gdy tylko rankiem otworzono w koncu brame osiedla - rozegralo sie tam cos, co mozna okreslic mianem "mityng lekkoatletyczny pt. sprint polaczony z energicznym uzywaniem lokci w celach przepychajacych" he he... Nie wystarczy, ze ma sie do wydania milion dolcow - trzeba jeszcze pokoczowac w kolejce a potem wykazac sie kondycja pozwalajaca na uzyskanie czolowego miejsca w w/w dwuboju... Widac he he, ze nic sie nie zmienilo od czasow, gdy Grzes Skawinski spiewal o "twardych lokciach i gietkim karku" i przez mysl mu chyba nawet nie przechodzilo, ze wraz z Waldkiem Tkaczykiem zamienia kiedys "Kombi" na babe o prezencji pozwalajacej na przypuszczenie, ze w niejednym juz zakladzie karnym goscila he he...

Wczoraj, tj. w sobote, spedzilem przedpoludnie z Gracjana, agentka od nieruchomosci. Pokazala mi pare mieszkan w Sunnyvale i Santa Clara (na Mountain View juz mnie hehe nie stac) i "poznalem sile swojego kredytu" he he... Przyjalem to nawet spokojnie... Kiedy delikatnie dalem do zrozumienia Gracjanie, ze jestem przerazony, ona pocieszyla mnie, ze to jest normalne i, ze typowa reakcja klientow ogladajacych mieszkania po raz pierwszy jest agresja polegajaca na "zmasowanym zwyzywaniu" posrednika - za to, ze niby "jaja sobie robi" he he... Ogolne wrazenia, w moim przypadku, polegaly glownie na polaczeniu klaustrofobii i mdlosci lamanych oprzez ogolne obrzydzenie, choc - musze powiedziec - byly elementy humorystyczne. Jak do tej pory, dane mi bylo jednynie ogladac mieszkania albo puste, albo z "umeblowaniem demonstracyjnym" w stylu hotelowym... Tym razem jednak moglem bez zenady wdzierac sie z butami w cudza prywatnosc - bez zenady z tej cudzej strony, bo ja - jakby nie bylo: nieprzyzwyczajony - bylem jednak nieco zazenowany he he... Wygladalo to tak, ze - o ile nie zdarzylo sie, ze w danym mieszkaniu nikogo akurat nie bylo i Gracjana otwierala mi korzystajac z jakichs dziwnie wygladajacych zdobyczy technologii pt. "zamki elektroniczne" - po kilku sekundach oczekiwania dzrzwi otwieraly sie, stawal w nich wyluzowany tubylec, Gracjana retorycznie witala sie korzystajac ze specjalnego sluzbowego usmiechu, przedstawiala sie oraz pytala czy moze pokazac mieszkanie swojemu klientowi - tu juz korzystajac z nieco innego specjalnego sluzbowego usmiechu... po czym wchodzilismy do srodka i ogladalismy sobie jak to wyluzowany tubylec mieszka ze wszystkimi tego prywatnymi szczegolami he he... Najlepsze pod tym wzgledem bylo mieszkanko w bardzo eleganckim (zapewne; z 15 lat temu) kompleksie, a raczej bloku w stylu ni-to-meksykanskim-ni-to-arabskim... Hall przy wejsciu do budynku przypominal sien gustownie urzadzonego palacu, a moze zamczyska... Na wewnetrznym dziedzincu, a raczej tarasach, byly nawet sadzawki i inne panie bajery... Korytarze przypominaly nieco wnetrze jakiegos nie tyle hotelu (jak powiedziala mi wczesniej Gracjana) co raczej klasztoru lub innego budynku w tym stylu... Tyle, ze juz te korytarze mocno byly odrapane... Dzrzwi mieszkanka otworzyl nam wlasciciel - wygladajacy na Araba niewysoki i lysy oryginal w spodniach od dresu oraz podkoszulku a la "trzech Wlochow w podkoszulkach na jednym motorowerze jako przewodni motym obyczajowego kina wloskiego przelomu lat '70 i '80" he he, dosc mocno eksponujacym fakt, iz facet nie depiluje piersi i ramion, choc - w tym przypadku hehe - chyba powinien... Potez zobaczylismy "synkretyczny" he he salon bedacy polaczeniem umeblowania w stylu arabskim oraz elektroniki w stylu tajwanskim a do tego mnostwo mniej lub bardziej zenujacych (jak dla mnie oczywiscie) rzeczy osobistych, przyborow toaletowych oraz scian, a raczej tego co z nich bylo wciaz widoczne poprzez przerwy miedzy licznymi zanieczyszczeniami he he... To wlasnie po wyjsciu stamtad wyznalem Gracjanie moj, ze sie tak wyraze, dyskomfort... Stanelo na tym, ze zmieniamy priorytety. Nie bede mieszkal w slumsie, nie rezygnuje z metrazu ani basenu, wiec pozosteje tylko lokalizacja... Teraz pole puszukiwan w sensie topologicznym he he poszerzylo sie az o cale San Jose... Rozstalismy sie z Gracjana w poludnie wiedzac, ze przed nami nowa misja...

(20)00.04.04

To byla akcja he he! Wracam sobie do domu nieco pozniej niz zwykle - wczoraj praca nad pewnym driverem szla mi tak dobrze, ze postanowilem nie wychodzic "az dopieszcze", co nastapilo dopiero kolo 20:30 he he... Bylem nieco zmeczony, na tyle, ze po wejsciu do mieszkania zapomnialem zobaczyc czy ktos nie nagral sie na sekretarce. Po krotkim odpoczynku i relaksie przypomnialem sobie, ze dnia poprzedniego nagralo mi sie nowe "X-Files", wiec moznaby zaryzykowac obejrzenie... pomijajac przerwy reklamowe przy uzyciu funkcji "fast-forward" oczywiscie - inaczej w tym kraju nie da sie ogladac filmow emitowanych w tzw. TV - za przeproszeniem - publicznej... Nowy odcinek, jak przystalo na typowy amerykanski horror typu "dziwny stwor napada na wyzwolone kobiety" blyskawicznie zrelaksowal mnie i sprawil, ze zmeczenie w znacznym swym procencie zniknelo... Wtedy przypadkiem zobaczylem, ze mam na sekretarce dwie wiadomosci... Kiedy uslyszalem, ze pierwsza jest od Gracjany... he he wiedzialem, ze kroi sie cos na miare okreslenia "goraczka Doliny Krzemowej" he he. Okazalo sie, ze jest mieszkanko w uroczej okolicy poludniowo-wschodniego San Jose. Fantastyczne osiedle z bardzo ladnym basenem i duza iloscia zielenii, do tego mieszkania tam sa bardzo kulturalne a cena naprawde okazyjna. Caly problem w tym, ze termin skladania ofert minal w zasadzie juz, choc sprzedawca - po znajomosci - zgodzil sie poczekac jeszcze jeden dzien. Coz bylo robic o 22:30? Z powrotem ubralem sie, jako ze wczesniej zaczalem sie juz przygotowywac do udania sie na zasluzony tego dnia wyjatkowo nocny duszy i ciala spoczynek, wskoczylem w T-birda i jakies niecale pol godziny pozniej bylem juz miejscu - he he nie ma to jak przejazdzka autostradami, gdy prawie wszyscy juz spia... Mieszkanie okazalo sie na tyle atrakcyjne (w stosunku do ceny wywolawczej zwlaszcza), ze mozliwy byl tylko jeden impuls he he - ten z gatunku "tera albo nigdy" lub "muszem na tyle, ze nawet chcem, choc nie do konca OTAKE..." he he. Coz bylo robic o polnocy? Pojechalismy do Gracjany, gdzie najpierw przekonalem sie, ze przynajmniej posrednicy od nieruchomosci mieszkaja w Kaliforni jak ludzie, potem wy- -pelnilismy formularz oferty, podpisalem a wracajac do domu cieszylem sie, ze cierpie na bezsennosc - inaczej zasnalbym chyba na srodkowym pasie 101-ki...

CDN