|
I kto tu jest gosc? Kto ma lepszy balkon?
-------------------- 99.09.27
W piatek bylo w biurze
nieco luzniej gdyz duza czesc naszej grupy wyjechala San Diego na
slub Hansa B. - tj. tego z dwu Hansow, ktoremu swego czasu Vikas
nadal nieco bardziej ob- -razliwy przydomek, choc Wielkiego Hansa S.
nienawidzi zna- -cznie bardziej...
W sobote odbyla sie w
naszej Parafii wielka wyprzedaz rze- -czy uzywanych. Z ciekawosci
zajrzalem tam pod sam koniec - bylo bardzo sympatycznie. Przy
dzwiekach skladanki z przebojami zespolu "Dwa plus jeden",
bezlitosnych promie- -niach slonca oraz zapachu kielbasek z grilla
nieliczni potencjalni nabywcy przeszukiwali mnostwo kartonow i
wieszakow z uzywana odzieza, a w sali pod kosciolem bylo jeszcze
kilka stoisk z roslinami, oraz rozmaitymi przed- -miotami
uzytkowo-dekoracyjnymi... Przy jednym ze stoisk znajomy Amerykanin w
koszulce z ogromnym napisem "Polska" oraz z plakietka reklamujaca
mlodego Busha na prezydenta...
Nie wiem co sie porobilo, ale,
chyba najzwyczajniej na sku- -tek jakiegos zbiegu okolicznosci, na
moim osiedlu mieszka teraz kilka panienek jak z okladek magazynow
reklamujacych stroje kapielowe. Co wyjde na balkon (od strony malego
ba- -senu), czy tez z domu (od strony glownego basenu) - na lezakach
wygrzewaja sie w sloncu ladne dziewczyny o nie- -nagannych figurach
i dlugich nogach...
W niedziele, po Mszy spotkalem Zofie -
znajoma, ktora zaj- -muje sie posrednictwem nieruchomosci. Bardzo
dlugo rozma- -wialismy na rozne tematu egzystencjalne (w
miedzyczasie nieco ogolocilismy stoisko spozywcze firmy Polandeli z
pieczywa, wedlin i innych frykasow) i stanelo na tym, ze niedlugo
umowimy sie i Zosia pokaze mi jakie domy klasy "town house"
(standard ladnej polskiej szeregowki - na nic wiecej na razie mnie
nie stac he he) dostepne sa na rynku i na jakich warunkach... Potem
pojechalem do pracy a poniewaz zapowiadalo sie dlugie sleczenie
przed monitorem postanowilem wpasc na chwile do siebie aby zjesc cos
i nieco sie zrelaksowac... Gdy parkowalem przy wjezdzie na moje
osiedle w radio lecia- -la akurat reklama jakichs sesji uczacych
panowania nad stresami - dla nowoczesnych kobiet. Slogan reklamowy
brzmial mniej wiecej tak: "Sztuka panowania nad stresem to roznica
miedzy zepchnieciem meza ze schodow do piwnicy a jedynie mysleniem o
tym". Nie rozumiem jak to mozliwe, ze ludzie wciaz nie rozumieja
dlaczego za Chiny Ludowe nie chce ozenic sie z zadna Amerykanka i
ciagle mnie o to py- -taja, jakby nagle urwali sie z Ksiezyca he
he...
... Pojadlem nieco i z puszka ice-tea w jednej a
telefonem w drugiej rece wyszedlem na balkon aby zadzwonic do
Andrze- -ja oraz Leszka... Juz mialem dzwonic do Andrzeja kiedy
nagle uslyszalem "Sie masz sasiad! Co slychac?". Zza scian- -ki
dzielacej nasze balkony usmiecha sie do mnie jak zwyk- -le
wyluzowany i usmiechniety sasiad. [Moj sasiad to bardzo sympatyczny
choc nieco dziwny typ. Na oko ma kolo 40-tki, ale zachowuje sie
jakby mial co najwy- -zej polowe tych lat. Czesto slysze jak
krzyczac z balkonu rozmawia ze swoimi znajomymi przechodzacymi
akurat obok naszego domu. "Pamietasz te laske, ktora spotkalismy w
zeszly weekend w tym klubie w San Jose? Wyobraz sobie: roz- -stala
sie ze swoim chlopakiem i wiesz co mysle? Podobam sie jej" - takie
mniej wiecej teksty slysze wtedy zazwyczaj he he. Poza tym sasiad
twierdzi, ze ma dziewczyne i raz czy dwa wychodzila od niego jakas
babka, ale zazwyczaj widze go w towarzystwie jakiegos dziwnie
wygladajacego kum- -pla -a z samochodu dobiega glosna muzyka typu
Bronski Beat czy Erasure - czyli jakby nie bylo, chlopcy musza
skojarzyc sie nieco dwuznacznie he he...]
"Wszystko w
porzadku" - mowie - "dzieki". "Na pewno?" -pyta sasiad. "Jasne" -
mowie - "spoko! Przeciez jest piekne nie- -dzielne popoludnie,
slonce wspaniale przygrzewa, a na zewnatrz ladne widoki" - tu mrugam
porozumiewawczo okiem dajac do zrozumienia, iz chodzi o te panienke
o wygladzie supermodelki opalajaca sie w skapym bikini na lezaku
obok basenu.
"He he" - mowi sasiad - "szkoda tylko, ze troche
daleko". "Sekunde" - mowie - "pokaze ci cos". Wchodze do mieszkania
i po sekundzie wracam ze "snajperska" luneta od Andrzeja w rece.
"Widzisz sasiad" - mowie - "mam przewage technologi- -czna". "Stary!
Ty to jestes gosc!" - sasiad na to - "ale te krzaki, chyba troche
zaslaniaja, co?". "Nieeee" - odpo- -wiadam z usmiechem - "poza tym
to najlepszy kamuflaz - jak na filmie >>Snajper<< z
Berengerem" - mowie. "Skoro tak to chodz na chwile do mnie" - sasiad
na to, a ja patrze na niego ze zdziwieniem. "Chodz chodz sasiad - na
moj balkon". Wchodze do jego mieszkania, wychodze na balkon,
wychylam sie, a tam - wprost pod jego balkonem - przepisowa blondyn-
-ka - z powodu krzewu rosnacego przed domem niewidoczna z mojego
balkonu. "I kto tu jest gosc? Kto ma lepszy balkon?" - pyta
retorycznie moj sasiad...
Chlopcy z Osrodka Badawczego AMES
(to wielka baza NASA cia- -gnaca sie po polnocnej stronie autostrady
101 na wysokosci - tj. na polnocy - Sunnyvale i Mountain View) tez
cwania sie jak moga. Nie mieli gdzie testowac najnowszego robota do
badania powierzchni obcych planet - robot z definicji ma byc odporny
na supermocna radiacje. Tak wiec wymyslili, ze wysla go do
Czernobyla. Jednak Ukraincy nie w ciemie bici. Stwierdzili, ze "nie
be- -dzie imperialistyczny robot wjezdzal do ukrainskiego sar-
-kofagu". Chca chyba zeby im zaplacic. Tymczasem maja tzw.
"bioroboty" czyli tzw. "ludzi sowietskich", ktorych na Uk- -rainie
wciaz nie brakuje...
Ide dzis sobie odebrac wydruk z naszej
drukarki sieciowej i nagle slysze szept "Aadaaaam, Aadaaaam!" za
soba. To Edith - bardzo sympatyczna projektantka obwodow z Hamburga,
w srednim juz wieku. "Byles na slubie Hansa?" - pyta. "Nie - nie
zaproszono mnie" - odpowiadam. Edith zdziwila sie - jej chyba tez
nie zaprosili, ale myslala, ze ja raczej na pewno bede zaproszony.
"Moze to dlatego, ze nie trzymam z Holendrami tak bardzo jak oni
miedzy soba" - wyjasniam na luzie. "Bo nie jestes Holendrem?" - mowi
Edith - "moze...". Pogadalismy jeszcze chwile i dowiedzialem sie od
Edith, ze na skutek reorganizacji (czesc Mikrokontrolerow przeprowa-
-dzila sie do glownego budynku - obok, to jest na rogu Wol- -fe i
Arques - a na ich miejsce wprowadzili sie ludzie z "Mass Storage",
ktorzy robia chipsety do dyskow twardych, napedow optycznych itp.)
kilkanascie boksow ode mnie zains- -talowal sie Jerzy Rusin, ktorego
poznalem juz kiedys pod kosciolem w San Jose. He he... Jerzy to ma
jeszcze normal- -ne nazwisko, ale prawdziwym "lamaczem jezykow" jest
teraz nowa szycha, ktora "nabylismy" wraz z VLSI - facet nazywa sie
Ray Slusarczyk - kiedy Holendrzy probuja wymowic jego nazwisko to
wyglada mniej wiecej tak jak z tym SS-manem probujacym zapisac
"Brzeczeszczykiewicz" w "Jak rozpetalem II Wojne Swiatowa" he
he...
CDN
|