pad

No i po raz pierwszy w zyciu mam w miare wyrazna wizje przyszlosci he he..

99.11.11

Niezly numer. Na krotko przed odejsciem otrzymalem wyroznienie za "wyjatkowy wysilek i wklad w zidentyfikowanie i usuniecie problemu w procesorze MIPS zawartym w ukladzie SAA7219". Uklad ten to juz nie prototyp, od niedawna jest "prawdziwym", produkowanym masowo wyrobem - najszybszym na rynku tzw. "MPEG2 transport". I tutaj cala komedia he he. Caly "sztab kryzysowy" pracowal nad zlokalizowaniem malego problemu w procesorze, ktory wynikal w sumie tylko z tego, ze uklad wytwarzany jest w nowej, nieco eksperymentalnej technologii a ona sama okazala sie miec nieco inne wlasnosci niz wynikalo z teorii. Tak wiec chlopcy wsadzili uklad do docelowego odbiornika satelitarnego i okazalo sie, ze mniej wiecej polowa egzemplarzy ukladu nie dziala. No, to zaczela sie "goraczka Doliny Krzemowej" he he... Dosc szybko udalo sie zlokalizowac problem i udowodnic hipoteze przy pomocy roznych programow diagnostycznych. Teraz chlopcy musza tylko poprawic layout samego procesora, przetestowac, dostarczyc klientowi od 7219, tamci musza znow przetestowac calosc i pewnie za jakies trzy miesiace fabryka zacznie wypuszczac poprawione uklady. Do tej pory trzeba zacisnac zeby, zapomniec o kasie i znalezc sposob na to, aby dostarczac klientowi od odbiornikow TV sat jedynie dzialajace egzemplarze, z pewnym prawdopodobienstwem przynajmniej... Juz wydawalo sie, ze wszystko jest OK, chlopcy od 7219 zorganizowali mala impreze, podczas ktorej chcieli wreczyc paru zasluzonym osobom (w tym mnie) po dyplomie i nagrodzie (Palm IIIe, zlosliwi twierdza, ze nie Velo Philipsa aby miec pewnosc, ze nagroda bedzie dzialac he he), a ja nawet bym sie tam pojawil, gdyby chcialo mi sie przeczytac mail z zaproszeniem he he (tak wiec odebralem fanty nazajutrz w biurze, tzn. boksie Wielkiego Szefa "Consumer Systems USA") tylko w miedzyczasie poproszono mnie o wygenerowanie malego programu diagnostycznego, na tyle malego, aby mozna go bylo uzyc w automatach testujacych uklady schodzace z tasmy, a jednoczesnie, zeby programik mial wykrywalnosc zblizona do wynikow testow przy pomocy odbiornika TV sat. Tzn. aby przy pomocy tego testu mozna bylo identyfikowac uklady nadajace sie do pracy w tym odbiorniku. "Co nagle to po diable" he he - zrobilem program, kumpel siedzial pare dni w Lab i testowal mala partie ukladow, po czym wszyscy byli bardzo zadowoleni, bo wyniki byly bardzo dobrze skorelowane z tymi z odbiornika TV sat. Potem tylko okazalo sie, ze programik mial dwie male usterki i z pewnym prawdopodobienstwem "wywalal sie". Rzecz dziwna, na symulacji (plik wejsciowy dla testera generuje sie na podstawie wynikow symulacji) wywalal sie zawsze. Znow okazalo sie, ze z tymi ukladami od MPEG jest cos nie do konca deterministycznego - to chyba reset za kazdym razem dziala inaczej he he... No, moze po prostu uklad resetu na plycie jest skopany - nie wnikamy... Tak wiec poprawilem dwa male bledy i przy okazji przyszlo mi do glowy zmienic nieco jeden parametr, tak, aby program byl bardziej "wyczulony"... Symulacja dzialala fantastycznie, chlopcy wyslali plik z wynikami do Francy(ji), a na drugi dzien pogrom - okazuje sie, ze nieco bardziej "wyczulona" wersja programu diagnostycznego identyfikuje 100.0% egzemplarzy jako wadliwe. W obu departamentach minorowe nastroje i tylko ja z siebie dumny - pokazalem, ze Polak potrafi he he. Moj dobry humor nie trwal jednak dlugo, gdyz w moim boksie pojawil sie Hans i stwierdzil, ze "ja nie wiem, o co biega, a nawet jesli mam racje, to mamy przep********e". Po czym spytal, "po jaka cholere zachcialo mi sie zrobic lepszy program diagnostyczny". Mnie, naiwnemu wydawalo sie, ze lepszy to lepszy, bo mamy wieksza gwaran- -cje, ze to co trafi do klienta, bedzie naprawde dzialac. A to nie moja juz wina, ze 100% procesorow nie dziala... Hans do mnie, ze "po co mu doskonaly program diagnostyczny jesli odrzuca 100% egzemplarzy produktu, a przeciez musimy cos sprzedawac". I, zeby wrocic do wersji poprzedniej, dobrze skorelowanej z wynikami z odbiornika Sat. Ja na to, ze "owszem, mozemy >oszukac<, tylko, ze potem ktos wlaczy sobie MTV albo inny badziew, pojawi sie okreslona sekwencja danych i odbiornik mu sie wysypie". Hans na to "Co cie to obchodzi?! Musimy sprzedac procesor a nie gdybac na temat tego, co sie potem stanie". Vikas zawsze zastanawial sie, jak mozna bylo zrobic bylego sprzedawce samochodow managerem zespolu High-Tech... Ja tam bym od Hansa samochodu nie kupil he he...

W niedziele zrobila nam sie piekna jesien. Do poludnia bylo szaro i pochmurno, a potem porzadnie lunelo. Uwielbiam taka pogode. "Piekna pogoda na zbieranie slimakow, Klakierku", jak mawial Gargamel...

Niestety, poniedzialek byl dosc pechowy he he. Rano, pod samym juz budynkiem Philipsa, mialem dosc ciekawa przygode z gatunku "poslizg zupelnie niekontrolowany" he he. Mialem duza szczescia. Nikogo nie stuknalem, a jedynie uderzajac kolem w kraweznik skasowalem tylne zawieszenie samochodu. W porze lunchu rozpoczela sie wedrowka "kulejacym" T-birdem po warsztatach. Zenada. Najpierw "Firestone" niedaleko Philipsa. Chlopcy mowia, ze oni tego raczej nie zrobia (co ma sens, gdyz zajmuja sie w zasadzie tylko kolami) i zeby pojsc do "Royal" po drugiej stronie ulicy. W "Royal" facet najpierw chcial odeslac mnie do "Firestone", a potem zgodzil sie zobaczyc "co i jak". W miedzyczasie w sprawe wlaczyl sie Andrzej. "Jesli beda chcieli z ciebie zedrzec James, to zadzwon do mnie, ja przyjade i pojdziemy tam razem". A Andrzej to praktycznie zawodowiec w tej dziedzinie. Facet z Royal chcial ze mnie zedrzec, wiec poszlismy tam z Andrzejem, po czym okazalo sie, ze Andrzej zna sie na rzeczy znacznie lepiej niz on. Facet zreszta powiedzial, ze on nie czuje sie za bardzo na silach do tego typu roboty i, zeby pojechac do "Made in Japan Made in USA" za rogiem. OK. Tam widac bylo, ze prawdziwi fachowcy i odpowiednio sobie policza he he. Andrzej stwierdzil, ze "w razie jakby co", to zna Niemca Helmuta, ktory robi dobrze i tanio. Niestety, na drugi dzien okazalo sie, ze tamci to naprawde fachowcy he he a Helmut nie chce ruszac Thunderbirda - za to poleca sasiedni warsztat - jakiegos "Meksyka". Stwierdzilem, ze nie bede sie juz wiecej denerwowal - zostawie samochod fachowcom, zabule, ale za to bede mial wszystko zrobione fachowo he he i do tego oryginalne czesci z magazynow Forda (wliczajac efektowna aluminiowa felge) a nie jakies "protezy ze zlomowiska". He he, jak tak dalej pojdzie to za pare lat "zloze" nowego Thunderbirda.

Poniedzialek nie byl jednak do konca pechowy. Wieczorem wracam do domu, patrze, a tu na sekretarce jakas wiadomosc. To od Eve - rekruterki z NEC'a. Moj trasfer wizy zostal ukonczony i chce wiedziec kiedy moge zaczac pracowac w NEC. Umowilismy sie na 22-go. Hans jutro wraca z delegacji z Europy i dostanie na powitanie kulturalny list he he. Zeby bylo optymistyczniej, Vikas powiedzial mi, zebym dal mu znac jesli "nie bede czul sie dobrze z Hanochem" - z miejsca zalatwi mi prace w 3dfx. Laski nie robi - dostalby za mnie premie gotowka i drugie tyle w akcjach... Tyle, ze ja traktuje to tylko jako "wyjscie zupelnie awa- -ryjne". Akceleratory graficzne nie pociagaja mnie w tym momencie, a tym bardziej pisanie dla nich driverow w assem- -blerze Pentium... Maja od tego Ruskich...

No i po raz pierwszy w zyciu mam w miare wyrazna wizje przyszlosci he he. Za jakies trzy lata albo zostane konsultantem od embedded systems i Windows CE / Vxworks / pSOS, albo sprobuje zalapac sie do zespolu architektow w jakiejs dobrej firmie typu MIPS czy Alpha Design Center w Compaq. Od Intela trzeba sie chyba trzymac z daleka he he...

Juz chyba nigdy wiecej nie kupie nic przez Internet he he. Niedawno zamawialem troche plyt w Columbia House. Kiedy chcialem sfinalizowac zamowienie, otrzymywalem dziwny komunikat o bledzie - ze system nie moze uzyskac dostepu do informacji o moim koncie i, zeby sprobowac pozniej. Probowalem... chyba z dziesiec razy jak nie lepiej... Efekt jest bardzo ciekawy - mam juz prawie wszystkie z zamowionych okolo dwudziestu tytulow w trzech egzemplarzach... Najpierw napisalem jedna skarge - postaralem sie nadac jej maksymalnie efektowny, tj. politycznie poprawny charakter - uzylem nowomowy typu "on lub ona", "jego lub jej" itd. he he. Potem zreszta obejrzalem sobie jeszcze raz "Goldeneye" i juz wiedzialem, ze "prawidlowo" powinno byc "on, ona lub oni", "jego, jej lub ich" itd. he he... I juz wydawalo sie, ze po pierwszej skardze (na zdublowanie zamowienia) sprawa jest zalatwiona, ale "nie ma lekko" - plyty przychodzily i przychodzily. Pomogla - odpukac hehe - dopiero druga skarga... Eh, Ameryko... na psy sie wam schodzi he he...

Niedawno obejrzalem przypadkiem kawalek oslawionego "Tytanika" i zupelnie "oslabilo mnie". Ja spodziewalem sie, ze bedzie to typowo przelzawiony i kiczowaty holywoodzki melodramat, ale jednak na poziomie he he, a tu okazalo sie, ze na poziomie byly tylko kostiumy i dekoracje. A calosc to zupelna szmira w stylu serialu dla 12-latek pt. "Beverly Hills, 90210" -"serialu o plastykowych ludziach", jak wyrazil sie kiedys byl Timothy he he...

Do tego okazalo sie, ze chyba sie juz starzeje - obejrzalem w koncu niedawno "Mechaniczna Pomarancze" i doszedlem do wniosku, ze albo film jest zbyt ambitny/artystyczny, albo mnie juz nie bawi taka dekadencja. Na podstawie tego, co slyszalem kiedys o ksiazce od Chestera, spodziewalem sie, ze bedzie to cos pasjonujacego, dowcipnego i do tego trzymajacego w napieciu. Szybko okazalo sie, ze albo Chester opowiadal o innej ksiazce, albo autorzy scenariusza dali zupelnie plame. Wyszedl im smutny i senny film, dziwnie przypominajacy "Ferdydurke" o jakichs zboczencach pijacych mleko, chodzacych po ulicach w bialych kalesonach, czarnych "glanach" i melonikach i "samorealizujacych sie" wg tekstu "Kapitana Zbika" Big Cyca - "zgwalcono babcie, pobito psa". Jedyne co mi sie spodobalo, to angielski oryginal polskiego "wyrafino" - "sophisto(s)" he he...

Za to zupelnie pozytywne rozczarownie to "Zolnierz" z Kurtem Russelem. W przeciwienstwie do "Gwiezdnych Wrot" tutaj amerykanscy zolnierze nie niosa "kaganka d***kracji" na odlegle planety. Tutaj naparzaja do wszystkiego, wlacznie z cywilami - zupelnie jak alianci podczas II Wojny Swiatowej; nareszcie cos zgodnego z rzeczywistoscia. A ze film jest wybitnie konserwatywny widac juz, kiedy tytulowy bohater wypowiada kwestie "Zabije ich wszystkich, Sir". Eh, takiego wyslac do Warszawy i mielibysmy inflacje i mase innych problemow z glowy he he...

CDN