pad

musze troche pojezdzic

99.10.20

Najpierw male sprostowanie bledu z poprzedniego odcinka - artysta mial na szyi oczywiscie obroze, a nie kaganiec. Widac, ze przepracowanie polaczone z niedopiciem nie sluzy jednak czlowiekowi najlepiej he he...

Jade sobie wczoraj do pracy i juz chce standardowo zjechac z Wolfe na Stewart, skad jest dogodniejszy wjazd na parking Philipsa, kiedy widze, ze ulica zostala zablokowana. Stoja tam dwa radiowozy a policjanci rozkladaja na jezdni spe- -cjalne sygnalizacyjne petardy. Rzecz dziwna gdyz obok nie widac zadnych wrakow samochodow itp. tzn. nie wyglada, zeby to bylo z powodu jakiegos wypadku... Wjezdzam wiec na parking od strony Wolfe, wchodze do biura by chwile pozniej otrzymac email informujacy o tym, ze w pobliskim AMD nastapil wyciek jakiegos kwasu. Policja nakazuje wylaczyc klimatyzacje i nie opuszczac budynkow... Jak powiedzil mi dzis znajomy z dzialu "Trimedia", to najzwyklejsza glupota: "Jesli kwas wyciekl wczesniej i byly jakies opary, to klimatyzacja wessala je do srodka i teraz wszyscy by je wdychali. Przechytrzylem wiec straz i pojechalem do domu"... Na szczescie skutki wypadku zostaly szybko usuniete a, jak twierdza nasi spece od skazen, ich aparatura nie wykazala jakichkolwiek sladow oparow kwasu w okolicach Philipsa mimo, ze to tylko kilkaset metrow...

Niektorzy to sie luzuja. Wracam sobie dzis z lunchu, zatrzasnalem drzwi od samochodu i juz mam isc do biura, gdy moja uwage zwrocil odglos pracujacego obok silnika... Patrze, a tu w samochodzie obok (silnik pracuje aby klimatyzacja dziala - benzyna jest w USA znacznie tansza niz w PL z uwagi na chwilowy brak "liberala Balcerowicza", choc D***kraci staraja sie jak moga, trzeba im przyznac he he) drzemie sobie w najlepsze na tylnym siedzeniu, z glowa na poduszce, znajomy Hindus. Teraz rozumiem dlaczego zawsze po lunchu oswiadcza "musze troche pojezdzic" he he...

99.11.01

Leszek wrocil niedawno z dwutygodniowego wyjazdu do Polski i od razu nagral sie na mojej sekretarce. Niestety, cos bylo nie tak z jego komorkowcem i nagralo sie mniej wiecej cos takiego: "Jest sprawa. Prezes chce ab.......przyjechal na jego koszt do Polski a on przyjechalby do USA aby wyglosic pare odczytow". "No no" - mysle sobie - "jak juz sam JKM zaprasza mnie do Polski to powazna sprawa he he"... Na drugi dzien od razu rano skontaktowalem sie z Leszkiem i wszystko sie wyjasnilo: JKM chce zaprosic ale nie mnie tylko Forbesa... Jest to pewna roznica. "Nie przejmuj sie, ciebie tez kiedys na pewno zaprosza" powiedziala mi na pocieszenie Gosia...

Znow widzialem ostatnio pare oryginalnych naklejek na zderzaki. Tak w ogole to zauwazylem, ze samochody osobowe maja najczesciej naklejki zwiazane z tematyka High-Tech typu "Do you Yahoo!?", podczas gdy te najciekawsze (tj. o tresci ufologicznej, politycznej lub religijnej) widzi sie najczesciej na starych rolniczych pick-up'ach. Ostatnio moja uwage zwrocily naklejki "Narod bez Boga nie przetrwa", oraz "Kocham Zwierzeta. Doskonale smakuja"...

Kolejna moda w firmach Doliny Krzemnowej jest nadawanie smiesznych nazw pokojom konferencyjnym. Najczesciej sa to nazwy geograficzne lub zwiazane z tematyka filmowa (my mamy np. sale "MGM Grand", "Le Mirage", "Don Corleone" itp.). Rozmawiajac ostatnio z Vikasem dowiedzialem sie, ze sale sieciowa w 3dfx nazwano "Matrix"... Vikas opowiedzial mi tez troche o najnowszym Voodoo, ktory wlasnie testuje na emulatorze. Niestety nie wolno mi zdradzic takich szczegolow jak zastosowane w nim technologie grafiki komputerowej czy liczba bramek/tranzystorow. Jedyne co wolno mi powiedziec publicznie to to, ze za kilka miesiecy gry komputerowe beda mialy jakosc filmu video. Cos mi sie nie chce wierzyc, ale... he he zobaczymy... a raczej uslyszymy bo ja kiedys "slubowalem", ze powroce do gier kiedy X-Wing bedzie mial jakosc obrazu jak na plakacie filmowym, ktory wisial niegdys na scianie u Witka a przedstawial 2 mysliwce i wahadlowiec Vadera zblizajace sie do Gwiazdy Smierci. No i... zamierzam slowa dotrzymac he he...

W zeszla sobote wieczorem mielismy w parafii zabawe helloweenowa. Miala zaczac sie o 20-ej ale umowilismy sie z Andrzejem na 21-sza. Tak, zeby sobie posiedziec, zjesc, napic sie piwa i rozejsc sie w pokoju he he... Andrzej mial wczesniej zaliczyc obiad polskiego klubu inzynierow w Sunnyvale. Ja nie za bardzo mialem czas, tym bardziej, ze tradycyjnie juz zaspalem - jak to w sobote he he... Na miejscu bylem okolo 21.30 i ku swemu zdiwieniu na sali obok dwu policjantow (wciaz tych samych - widocznie lubia pierogi i bigos) zobaczylem tylko moze kolo 10 osob. Wsrod nich pare naprawde niezle przebranych. Byl wiec tam "Arab", a przynajmniej stereotypowy wizerunek araba z amerykanskich komedii video klasy "B"(Arabi oprucz nas sa tez zrudlem radosci w tutejszej kinematografi ) . Byl tez starozytny Rzymianin albo i dwoch i dwie blondynki zrobione na Kleopatry - jedna tylko fryzura i makijazem, druga pelnia kreacji. Poniewaz zaspalem (mialem kupic sobie gumowa maske kosmity z gatunku "szarak" w TOYS'R'US) wiec postanowilem byc wredny i ubrac sie konserwatywnie. Niestety, znow wszyscy brali mnie przez to za ksiedza he he... Ludzie schodzili sie i schodzili no i w koncu przyszedl Andrzej w towarzystwie kolegi. Andrzej mowi "spotkalem kolege na obiedzie w klubie inzynierow, pracuje w SUN". Jak tak to nasz he he - od razu uderzylismy do baru. My z Andrzejem stoimy przy barze, a tu Kleopatra macha w nasza strone - jak sie okazalo do Grzegorza, bo tak nasz nowy kolega ma imie. Grzegorz podszedl do stolika Kleopatry i Rzymianina a ja mowie do Andrzeja "jak kot macha to trzeba isc", na co Andrzej "Trzeba isc!" he he. Kleopatra i Rzymianin (czyli Ewa i Tomek) okazali sie byc malzenstwem lekarzy pracujacych na Stanford. Grzegorz w miedzyczasie wyjasnil mi, ze studiowal na AGH i jednoczesnie zrobil 3 lata matematyki na UJ, po czym doktorat z informatyki na wschodnim wybrzezu, a w SUN Labs pracuje dopiero od 2 miesiecy. Potem okazalo sie, ze Grzegorz byl na UJ na roku z moim kolega szkolnym pseudonim "Leon" a z kolei Ewa byla w grupie z kolegami "Mulem" i "Dyzkiem". Swiat jednak jest maly he he... Bylo bardzo sympatycznie. Potem doszedl jeszcze Tony przebrany za pirata i znajome dziewczyny, z ktorych jedna miala szalowy kostium krowy - nawet twarz pomalowana w laty lepiej niz komandosi na filmach. A do tego plastikowe wymiona na brzuchu i kartke z nawiazujacym do kampani reklamowej mleka napisem "Got milk?" na plecach. Domyslam sie, ze za ta nawolujaca do picia mleka kampania reklamowa pokazujaca mleko jako cos w rodzaju poszukiwanego prez wszystkich "zakazanego owocu" stoi lobby mleczarskie, ktoremu ostatnio, tzn. kiedy to wykryto co zawiera amerykanskie mleko, najwyrazniej nie wiedzie sie za dobrze...

... Potem byl konkurs tanca i wyklaskalismy Ewie i Tomkowi druga zdaje sie nagrode - flaszke whisky he he... Tylko... znow czlowiek nie mogl wypic jak czlowiek he he i w niedziele od rana jakis taki skacowany, tzn. niedopity i niewyspany. Kiedy przyjechalem do kosciola na 12.30 Andrzej wlasnie wychodzil - byl na poprzedniej Mszy. "James, to ty dopiero wstales? Za malo wczoraj wypiles". Ano za malo he he... Moze jakbym wypil to bym w koncu UFO zobaczyl? Ewa i Tomek to maja szczescie - oboje niezaleznie od siebie (tj. w in- -nym czasie i innym miejscu - Ewa pod Krakowem, a Tomek tez zdaje sie w okolicy Krakowa) widzieli UFO - wiszace spokojnie nad ziemia i nagle dematerializujace sie jaskrawo swiecace dyski... A ja cale zycie na taki moment czekalem i nic... Nawet pod samym Area 51 niczego nie zobaczylem he he... Ale najciekawsze jest to, ze zauwazylem, iz dzis bardzo trudno jest ludziom uwierzyc, ze kosmitow nie ma - tak jak jakis czas temu w rzecz przeciwna. Dawniej patrzono jak na wariata na czlowieka, ktory mowil o kosmitach. Dzis wychodzi sie na wariata mowiac, ze UFO to nie kosmici tylko Amerykanie...

CDN