pad

Wole lepperiady z Balcerowiczem w roli peniara

(20)00.04.25

He he. Poprzednio wspomniane mieszkanie przeszlo mi kolo nosa - okazalo sie, ze agent sprzedajacy oszukal Gracjane; powiedzial jej, ze poczeka jeszcze dzien na nasza oferte, jak sie pozniej okazalo, tylko z ciekawosci. Zamknal jednak przetarg we wczesniej wyznaczonym terminie tylko po to, zeby na drugi dzien dowiedziec sie, ze stracili 5 "kol" - mieszkanie nalezalo do jego syna. Nie ma jednak tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. He he, znalezlismy duzo fajniejsza rzecz i lepiej polozona. Bardzo eleganckie mieszkanie z garazem (tzn. na gorze mieszkanie, na dole ogromny garaz) w zyskujacej coraz bardziej na prestizu wiecznie zielonej dzielnicy San Jose - Evergreen. Na oko (tj. na mapie) bede "daleko mieszkal", jednak poza godzinami szczytu przejazd do pracy zajmie mi 15-20 minut - to dzieki temu, ze domek jest bardzo blisko 101-ki. Cala sprawe tak ogolnie nalezy uznac za okazyjna, a okazyjnosc te nalezy zawdzieczac dynamice amerykanskiej ekonomii - wlascicielom - w zwiazku ze zmiana pracy - zalezalo na jak najszybszym sfinalizowaniu transakcji. Dzieki temu domek byl na rynku bardzo krotko, wiec kto wypatrzyl go i zlozyl oferte w ciagu doslownie kilku dni - wygral he he... Ano wygralem. Jeszcze nawet nie mam kluczy a juz okazuje sie, ze byliby na to chetni sklonni bez wahania zaoferowac co najmniej 5% wiecej. Wczoraj kolejny przelomowy moment - otrzymalem kredyt z banku i to na b. korzystnych warunkach, co w mojej sytuacji zakrawa na cud, ktoremu dopomoc mogly jedynie starania Gracjany oraz agenta od kredytow, ktory zareklamowal swoje kwalifikacje krotko: "Jestem Zydem - jestem dobrym kupcem".

Niedawno, w ktoras niedziele, wyszedlem sobie na balkon i stalem sie swiadkiem mrozacej krew w zylach sceny. Przez galaz rosnacego przed moim balkonem drzewa przerzucono jakis sznur. Na sznurze wisialo cos, co wygladalo jak wyp- -chany pies, albo inna owca he he. Biorac pod uwage, ze bylo laciate jak krowka, musial to byc raczej model psa. Za drugi koniec sznurka pociagal jakis facet, a kilkanascie chyba malych dziewczynek (w roznym wieku - na oko 5-9 lat) na zmiane okladalo psa kijem baseballowym. Najpierw mys- -lalem, ze chodzilo o wyrobienie refleksu. Facet (cala impreza wygladala mi na urodzinowe "party" jednej z tych malych Amerykanek, ktorej musial byc najwyrazniej ojcem) pociagal za sznur, aby utrudnic dziewczynkom trafienie kijem w kukle... Potem jednak okazalo sie, ze chodzilo o co innego. Pod wplywem ktoregos z kolei celnego i mocnego uderzenia "psu" odpadla glowa i z tulowia wysypaly sie slodycze. Dziewczynki rzucily sie do wybierania cukierkow z trawnika, a jedna z nich tryumfalnie krzyknela "Patrzcie! A ja mam tulow z dwiema nogami". Facet zadowolony pozbyl sie sznurka i przylaczyl sie do obserwujacej wszystko z usmiechem "partnerki". "F**k me" rzucilem odruchowo pol- -glosem z wrazenia i wycofalem sie do mieszkania... Potem Gracjana wyjasnila mi, ze to bardzo popularna tutaj impreza a ta kukla nazywa sie bodajze "peniar", czy jakos tak... Ja tam chyba wole "lepperiady" z Balcerowiczem w roli "peniara" - Niesamowicie rozbawila mnie rozmowa z p. D., jaka miala miejsce na parkingu przy naszym kosciele w jedna z ostatnich niedziel. Ide sobie do samochodu i slysze nagle glos p. D.: "Czy to Panski samochod?". "Tak" - odpowiadam zdziwiony. "No to teraz widac kto tu jest bogaty" - p. D. na to. "Bogaty???!!!" pytam zupelnie zaskoczony. "No tak, bo widzi Pan: my tu wszyscy jezdzimy jakimis Toyotami, Nissanami, a Pan co? Thunderbird!". "To prawda, Thunderbird ale dwunastoletni" - ja na to he he. "Nie, Pan jest mlody, ubiara sie Pan po wojskowemu, interesuja sie Panem piekne kobiety, Pan musi miec rocznik 99" - zawyrokowal p. D. "Mowiac szczerze zamierzam za dwa lata kupic Cadillacka Eldorado, ale nie stac mnie na nowego, tak wiec kupie tak 4-ro-5-cioletniego" zaczalem sie bronic he he. "Eldorado to jest dobre dla takich juz ustabilizowanych panow, tak kolo 50-tki, z siwiejacymi wlosami i czwarta zona. Pan jest mlody to Panu pasuje tylko Thunderbird: ten ptak na masce, piekna blondynka na siedzeniu obok i powiew wiatru...". Niezmiernie lubie pogawedki z p. D....

Dzis przyszedl do mojego boksu Michael, ten niezwykle inteligentny i sympatyczny (a do tego "przeaparat" he he) Republikanin - pozegnac sie. Odchodzi do Xilinxa. Brakowac mi bedzie jego poczucia humoru, naszych pogaduszek o polityce, a takze tych roznych momentow, kiedy to stojac obok niego na korytarzu balem sie, ze aresztuja mnie za wspoludzial w molestowaniu seksualnym he he, albo slyszalem nagle "Polak, pozycz mi 15 centow" gdyz Mike'owi zabraklo wlasnie drobnych, ktore moglby wrzucic do automatu z Cola..

W poprzedni weekend nastapilo dlugo oczekiwane spotkanie z Witkiem i Arturem, ktorzy wraz z zonami przyjechali na dwumiesieczna delegacje do Los Angeles. Oczywiscie he he, jesli tylko nie wydarzy sie nic niespodziewanego, to lece do LA na koniec maja, ale postanowilismy spotkac sie jeszcze wczesniej. Najpierw mialo to byc w polowie drogi miedzy Dolina a LA i wybor padl na San Luis Obispo, ale potem Artur i Witek stwierdzili, ze w polozonym blizej mnie Monterey jest duzo wiecej ciekawych rzeczy do zwiedzania, wiec uzgodnilismy, ze spotykamy sie w Monterey... Bylo bardzo sympatycznie, choc niestety u mnie odezwalo sie dosc spore niedospanie i zmeczenie praca oraz zalatwianiem spraw zwiazanych z mieszkaniem... Kondycja mi he he nie dopisala za bardzo, gdzies tak w polowie 3-godzinnego rejsu wielorybniczego zachcialo mi sie - wstyd sie przyznac - spac (i to coraz bardziej), a potem bylo jeszcze weselej... Rejs byl niesamowity. Wieloryby dopisaly - plywaly sobie nawet przewaznie parami, co uprzyjemnialo obserwacje. Wczesniej jeszcze zjedlismy porzadny sniadanio-obiad w bardzo sympatycznej restauracji "Bubba Gump" w Monterey, a moi przyjaciele zrobili sobie zdjecia z sobowtorem Foresta. Nocowalismy w Salinas, malym miasteczku nieoopodal Monterey - oczywiscie w "Motel 6". Wczesniej jednak udalismy sie do pobliskiej restauracyjki, gdzie he he pokrzepilismy sie nadspodziewanie (jak to czasem mozna sie zaskoczyc w takim niepozornym lokalu otrzymujac porcje jedzonka mniej wiecej dwukrotnie wieksza od spodziewanej he he) dobrze - do tego stopnia, ze zony zapowiedzialy moim kolegom post scisly na dzien nastepny... Bylo fajnie he he... Powspominalo sie stare czasy, oraz tych co na Florydzie... Ja zawsze wspo- -minam ze szczegolnym sentymentem jak to kiedys pozna noca ogladalem przy piwie u Witka "Zlosliwego nieboszczyka II". Na drugi dzien moi goscie mieli okazje zwiedzic Doline, a takze San Francisco ze szczegolnym uwzglednieniem mostu Golden Gate oraz slynnych ulic... Jedno jest pewne he he - na koniec maja mamy dlugi weekend i wykorzystamy go jak trzeba he he - juz pracuje nad moja kondycja...

Wielkanoc... Kolejne Swieta z dala od Ojczyzny... czlowiek czuje sie naprawde dziwnie... Na szczescie niedzielne popoludnie moglem spedzic w bardzo sympatyczny sposob - na imprezie u Janusza i Renaty. Mial byc "grill na 60 piw" he he, wiec nastawilem sie na siedzenie na trawie i spozywanie stekow popijanych gesto browarem, a tu zupelne zaskoczenie. Grill ograniczyl sie do tego, ze Janusz zrobil cala miche fenomenalnie pysznego mieska ("Black Angus" chowa sie), po czym zaniosl ja na stol. A tam, panie, pyszne ziemniaczki, ryzyk, salatki, winko, piwko, no a potem jeszcze wspaniale desery... Nie ma jak Swieta he he... Bylo niesamowicie sympatycznie, nawet pomimo tego, ze panie przypominaly mnie i Januszowi, ze powinnismy "wziac sie za siebie" he he. My sie jednak nie przejmowalismy bo stwier- -dzilismy, ze po pierwsze to z nami jest dobrze he he, a po drugie to tylko zemsta za to, ze Janusz zaniedbuje ostatnio wychowanie patriotyczne malego Aleksa (moze to i dobrze he he bo gdyby tak Aleks, jak juz pojdzie do szkoly, wygadal sie co z "nimi" zrobimy, to Janusz z Renata mogliby miec powazne klopoty) a za to rozpoczal jego edukacje seksualna - bardzo czesto zabiera go na spacery i tylko przypadkiem akurat wtedy gdy na dwor wychodzi mieszkajaca po sasiedzku pieknosc z "nogami do samego nieba", noszaca spodniczki tak krotkie, ze w zasadzie nie zasluguja juz nawet na te nazwe. Dzieki wynalazkowi sluchawek oraz MP3 moglem tez dowiedziec sie co z repertuaru "Liroya" stracilem, odkad wyjechalem z Polski. Chlopak, widac, he he rozwija sie, przy "Twojej corce" to nawet filmowe dialogi Lindy z Pazura wymiekaja... Niestety he he wpadlem. Andrzej z Cecylia, przy druzgocacym poparciu p. Adeli (ktora juz zapowiedziala dostarczenie tych fenomenalnych lodow dodawanych do szampana "dla zmiany smaku") zapowiedzieli, ze robimy potezna parapetowe u mnie - bo oni niby jeszcze "nie gotowi" (choc wprowadzili sie pod aktualny adres juz pol roku temu)... Oczywiscie, nie mam nic przeciwko temu - pod warunkiem, ze przywioza ze soba krzesla, gdyz u mnie - moznaby powiedziec - sytuacja zgola przeciwna wzgledem tej - swego czasu - u obywatela Balcerka z niezapomnianego "Alternatywy 4"...

CDN