Rozpoczelo sie odliczanie
Stanislaw Michalkiewicz
Kiedy tylko zakonczylo sie w Republice Czeskiej referendum w sprawie
przystapienia tego panstwa do Unii Europejskiej, zaraz niemiecki Bundesrat
wystapil do Czech z zadaniem uchylenia tzw. dekretów Beneaa, a wiec wydanych po
II wojnie swiatowej aktów prawnych, na podstawie których Niemcy sudeccy zostali
wywlaszczeni i deportowani z Czech do
Niemiec.
Oficjalnym powodem tej depor tacji byl
zarzut zdrady stanu, jakiej mieli dopuscic sie sudeccy Niemcy wobec
Czechoslowacji, wiec byl to rodzaj odpowiedzialnosci karnej, egzekwowanej w
ramach odpowiedzialnosci zbiorowej. Nie to jednak jest istotne, chociaz, rzecz
prosta, mozna by dzisiaj, podobnie zreszta jak i wtedy, zastanawiac sie nad
zasadnoscia stosowania odpowiedzialnosci zbiorowej. Wazne jest to, ze po raz
pierwszy z zadaniem uchylenia dekretów Beneaa zwrócil sie do Czech nie
indywidualny polityk niemiecki czy grupa "wypedzonych", tylko konstytucyjny
organ niemieckiego panstwa. Oznacza to, ze nasze ostrzezenia sprzed referendum,
iz dazenie do zmiany stosunków wlasnosciowych nie tylko w Sudetach, ale i na
polskich Ziemiach Zachodnich i Pólnocnych, stanowi oficjalna polityke panstwa
niemieckiego, zgodna z uchwala Bundestagu z 29 maja 1998 roku.
Eurofile
udawali, ze tych ostrzezen nie slysza, a jesli juz nie mogli tego udawac, np.
podczas bezposrednich debat z udzialem publicznosci, obrzucali obelgami tych,
którzy te ostrzezenia zglaszali, zarzucajac im klamstwo i demagogie. Mozna by
potraktowac takie zachowania jako zwyczajne u nas becwalstwo ludzi bioracych
odpowiedzialnosc za panstwo, gdyby nie fakt, ze doskonale zdawali sobie sprawe z
powagi tych ostrzezen oraz plynacych z nich konsekwencji. Dowodem, ze eurofile
bagatelizujacy na uzytek propagandy fakt niemieckich roszczen do Ziem Zachodnich
i Pólnocnych doskonale zdawali sobie sprawe z wlasnych klamstw, jest ustawa z 11
kwietnia 2003 roku o ksztaltowaniu ustroju rolnego.
W art. 15. zmienia
ona art. 1 ustawy z
26 lipca 2001 r. o nabywaniu przez uzytkowników
wieczystych prawa wlasnosci nieruchomosci. Ten art. 1. w pierwotnej wersji
stanowil, ze osoby fizyczne, które 26 maja 1990 r., a wiec w dniu komunalizacji
mienia skarbu panstwa oraz w dniu wejscia w zycie tej ustawy, byly uzytkownikami
lub wspóluzytkownikami wieczystymi nieruchomosci polozonych na obszarze Ziem
Odzyskanych, zarówno zabudowanych na cele mieszkaniowe, jak i stanowiacych
nieruchomosci rolne, przysluguje roszczenie o nieodplatne nabycie prawa
wlasnosci tych nieruchomosci. Stosowny wniosek trzeba bylo zlozyc najpózniej w
ciagu roku od wejscia w zycie ustawy, a wówczas starosta - w odniesieniu do
mienia skarbu panstwa albo wójt lub burmistrz - w odniesieniu do mienia
samorzadowego, mieli wydac decyzje o nabyciu przez zainteresowanego prawa
wlasnosci. Atoli ustawa ta znalazla sie w Trybunale Konstytucyjnym na skutek
skargi zarzucajacej jej naruszenie art. 21 konstytucji (RP chroni wlasnosc i
prawo dziedziczenia; wywlaszczenie jest dopuszczalne jedynie na cele publiczne i
za odszkodowaniem) oraz art. 64 (kazdy ma prawo do wlasnosci; wlasnosc podlega
równej dla wszystkich ochronie prawnej; moze byc ograniczona tylko w drodze
ustawy i w zakresie nie naruszajacym istoty prawa wlasnosci). Naruszenia te, jak
latwo sie zorientowac, godza w prawa nabyte, tzn. w prawo wlasnosci samorzadów
terytorialnych. Warto w zwiazku z tym zauwazyc, ze podobny los spotkal pierwsza
w tej sprawie inicjatywe ustawodawcza, tzn. ustawe umozliwiajaca zamiane
wieczystego uzytkowania na prawo wlasnosci z roku 1997. TK uznal, iz jest ona
sprzeczna z konstytucja, wiec jej regulacje przestaly obowiazywac. Nowelizacja
ustawy z 26 lipca 2001 r. dokonana przez ustawe z 11 kwietnia 2003 r. o
ksztaltowaniu ustroju rolnego, a konkretnie przez art. 15 tej ustawy, polegala
na tym, ze zainteresowanym zamiana uzytkowania wieczystego na prawo wlasnosci
nie przyslugiwalo "roszczenie" o taka zamiane, tylko zamiana taka nastepowac
miala "z mocy samego prawa", a wiec bez uzaleznienia od wniosku samego
zainteresowanego.
Drugim elementem tej nowelizacji bylo obciazenie skarbu
panstwa wszystkimi kosztami tej operacji, która poprzednio mial finansowac sam
zainteresowany. Nowelizacja stanowi tez, ze dotychczasowi uzytkownicy wieczysci
nabywaja prawo wlasnosci uzytkowanych nieruchomosci wprawdzie "z mocy samego
prawa", ale dopiero w dniu, gdy decyzja starosty, wójta lub burmistrza o nabyciu
prawa wlasnosci stala sie ostateczna. Problem w tym, ze nowelizacja ta nie
weszla jeszcze w zycie, bo zgodnie z art. 19 - ma ona wejsc w zycie po uplywie
trzech miesiecy od dnia jej ogloszenia, tj. 16 lipca br.
Widzimy, ze
wbrew uspokajajacym lub wrecz klamliwym deklaracjom sprzed referendum, jakoby
nie bylo zadnego problemu, wladze staraly sie goraczkowo znalezc jakies remedium
chroniace obywateli polskich na Ziemiach Zachodnich i Pólnocnych przed
niemieckim dazeniem do zmiany stosunków wlasnosciowych na tych terenach. Taki
pospiech, niechby i w ostatniej chwili (nowelizacje uchwalono tuz przed
podpisaniem przez Polske traktatu w Atenach), bylby moze i chwalebny, gdyby nie
watpliwosc, czy owe srodki zaradcze nie okaza sie bezskuteczne. Po pierwsze,
zarówno ustawa z 26 lipca 2001 roku, jak i nowelizacja z kwietnia 2003 roku
ufundowane sa na zasadzie w sposób oczywisty, a nawet razacy sprzecznej z
przytoczonymi wyzej normami obowiazujacej konstytucji. Oczywiscie mozliwe jest,
ze Trybunal Konstytucyjny dostanie rozkaz, by ze wzgledu na racje stanu przejsc
do porzadku nad tymi sprzecznosciami, a wtedy, ma sie rozumiec, oddali wszelkie
skargi. Tak sie robi w panstwie prawnym, szczególnie takim, jak nasze, czego
dowodem jest chocby uznanie przez TK za sprzeczna z konstytucja uchwaly
lustracyjnej Sejmu z 28 maja 1992 r. Pytanie tylko, czy takie orzeczenie
polskiego Trybunalu Konstytucyjnego zrobi wrazenie w Niemczech. Chodzi mi o
takie wrazenie, by Niemcy powstrzymaly sie przed dalszymi próbami realizowania
roszczen majatkowych tzw. wypedzonych. To zas nie jest juz takie pewne, a to z
uwagi na przepisy obowiazujacej w Polsce konstytucji (art. 9, art. 87 i art. 91)
i stosowne normy prawa miedzynarodowego, które Polska ratyfikowala lub
ratyfikuje. Art. 9 stanowi, ze Polska przestrzega wiazacego ja prawa
miedzynarodowego. Dalsze artykuly precyzuja, w jaki sposób to czyni. Art. 87
stanowi, ze umowy miedzynarodowe sa zródlem obowiazujacego w Polsce prawa, zas
art. 91 ust. 1 stwierdza, ze ratyfikowana umowa miedzynarodowa w zasadzie
stosowana jest u nas bezposrednio. Ust. 2 precyzuje, ze umowa ratyfikowana za
uprzednia zgoda wyrazona w ustawie ma pierwszenstwo przed zwyklymi polskimi
ustawami, zwlaszcza gdy takiej zwyklej ustawy nie da sie pogodzic z umowa. Ust.
3 tego artykulu, zapisany na uzytek przystapienia do Unii Europejskiej, idzie
krok dalej, stanowiac, ze jesli wynika to z ratyfikowanej przez Polske umowy
tworzacej organizacje miedzynarodowa, prawa przez nia stanowione, stosowane sa u
nas bezposrednio, majac pierwszenstwo w razie kolizji z ustawami
krajowymi.
A wiec juz nie ratyfikowana umowa korzysta z tego
pierwszenstwa. Pierwszenstwo, a wiec range nadrzedna nad ustawodawstwem krajowym
maja juz wszelkie prawa ustanawiane przez te organizacje miedzynarodowa.
Zwazywszy, ze zgodnie z projektem konstytucji UE zaprezentowanym przez Konwent
pierwsze skrzypce we wladzach tej "organizacji" bedzie gral tandem
niemiecko-francuski, Niemcy nie maja specjalnych powodów, by obawiac sie wyroków
polskiego Trybunalu Konstytucyjnego, nawet gdyby dostal on rozkaz przejscia do
porzadku dziennego nad zasadami zapisanymi w konstytucji.
Po drugie -
remedium przygotowane przez polskie wladze na kolanie tuz przed referendum
ufundowane jest na zalozeniu, ze prawo wlasnosci dotychczasowych polskich
uzytkowników wieczystych skonfunduje niemieckich "wypedzonych", dysponujacych
dokumentami potwierdzajacymi ich wlasnosc. Obawiam sie wszelako, czy nie jest to
aby rezultat zakorzenionego u naszych mezów stanu przyzwyczajenia do rozwiazan
blagierskich. Na organach naszego panstwa, które ma wielowiekowa tradycje
blagierstwa, rozwiazania blagierskie robia wrazenie, zwlaszcza gdy sa "pomazane
zlotem", ale na panstwach powaznych - juz niekoniecznie. Co bedzie, jesli Niemcy
podniosa, iz zgodnie z zasada nemo plus iuris itd. panstwo polskie nie moglo
nikomu "zamienic" uzytkowania wieczystego na prawo wlasnosci, bo nie wiadomo,
czy samo dysponowalo tym prawem na terenach nalezacych w roku 1937 do Rzeszy
Niemieckiej? Rzecz w tym, ze zgodnie z decyzjami czterech mocarstw w Poczdamie,
Polska otrzymala te obszary w "tymczasowy zarzad" wzglednie w "tymczasowa
administracje", zas ostatecznych status prawny tych terytoriów mial zostac
uregulowany w traktacie pokojowym polsko-niemieckim. Czy "tymczasowy
administrator" staje sie wlascicielem administrowanych terytoriów w znaczeniu
cywilno-prawnym, tzn. moze nadawac prawo wlasnosci innym osobom, czy tez laczy
go z posiadanymi terytoriami wylacznie stosunek zobowiazaniowy, w swietle
roszczen podnoszonych przez "wypedzonych" - bardzo podobny do dluznika w zwloce?
Jestem przekonany, ze nalezy liczyc sie z podobnymi albo jeszcze innymi
wyrafinowanymi zarzutami, jakie podniosa Niemcy wobec dokonanych za piec
dwunasta prowizorycznych polskich remediów, bo przeciez Bundestag nie wydal
swojej uchwaly z 29 maja 1998 roku wylacznie po to, zeby bylo ladniej. Kto
bedzie rozstrzygal ewentualne spory, jakimi zasadami sie kierowal, a wreszcie -
co bedzie, jesli ten spór polsko-niemiecki zostalby rozstrzygniety wbrew
polskiemu interesowi? Co wtedy? Zadanie Bundesratu skierowane pod adresem
Republiki Czeskiej pokazuje, ze nie sa to wcale pytania teoretyczne. Cóz zatem
zrobi wtedy rozbrojona Polska, naszpikowana, niczym sztufada slonina, niemiecka
agentura wplywu i z mediami stanowiacymi wlasnosc niemieckich spólek? Podczas
jednej z "debat", w jakich uczestniczylem przed referendum, pewien posel
zareczyl przysluchujacej sie publicznosci "slowem honoru", ze do niczego
podobnego nie dojdzie i ze przyjete przez polskie wladze zabezpieczenia sa
absolutnie wystarczajace. Juz chocby ze wzgledu na elementarna uprzejmosc nie
moglem w tym momencie podjac z nim sporu, ale obawiam sie, ze na Niemcach "slowa
honoru" naszych mezów stanu moga nie zrobic najmniejszego wrazenia juz chocby
dlatego, ze calkiem sporo tych dygnitarzy to oni wlasnie powystrugiwali z
bananów.
I na koniec jeszcze jedna rzecz. Nowelizacja z 11 kwietnia,
która wejdzie w zycie w polowie lipca br., przewiduje, ze dotychczasowi
uzytkownicy wieczysci nabeda z mocy prawa prawo wlasnosci "z dniem, w którym
decyzja starosty lub wójta (burmistrza) o nabyciu prawa wlasnosci stanie sie
ostateczna". O ile mi wiadomo, minister skarbu panstwa nie wydal jeszcze
rozporzadzen wykonawczych do tej nowelizacji, a wlasnie to on w porozumieniu z
ministrem administracji publicznej ma okreslic "szczególowy tryb" wydawania tych
decyzji. Zatem - zadne decyzje nie stana sie rychlo "ostateczne", bo w ogóle
niepredko zostana wydane. Zreszta i sama nowelizacja jeszcze nie obowiazuje.
Poprzednia ustawa niby juz zostala zmieniona, wiec nie bardzo wiadomo, czy
obowiazuje, czy nie, zwlaszcza ze i tak jest zaskarzona do Trybunalu
Konstytucyjnego, a w tej sytuacji, w braku pewnosci, czy byl rozkaz przymkniecia
oka, czy nie, ewentualne decyzje podjete na podstawie zaskarzonej ustawy nie sa
specjalnie stabilne. Wreszcie, jakie konsekwencje dla trybu nabywania przez
dotychczasowych uzytkowników wieczystych prawa wlasnosci bedzie mialo
ratyfikowanie traktatu atenskiego przez prezydenta? Jakie kolizje wystapia w
zwiazku z art. 91 ust. 3 konstytucji? Co tak naprawde bedzie wtedy w Polsce
obowiazywalo?
Kiedy jeden z targowiczan podczas audiencji u Katarzyny II
po rozbiorach pozwolil sobie na lamenty nad "ojczyzna", carowa tupnela noga i
zauwazyla: "panska ojczyzna jest teraz tutaj". Rzeczywiscie, wszystkie olbrzymie
dobra tego magnata znalazly sie pod zaborem rosyjskim. Ciekawe, co w takiej
sytuacji zrobi, dajmy na to, pan Artur Balazs?
![]() |
|