
Koncert na "pozytecznych idiotów" - artykul
Stanislawa Michalkiewicza

W zwiazku z
wyrokiem gdanskiego sadu, skazujacym pania Dorote Nieznalska, o czym pisalem
przed tygodniem, objawilo sie mnóstwo tzw. "pozytecznych idiotów",
gotowych poswiecic zycie w obronie swobód twórczych. Protestujace listy
opatrzone wieloma podpisami osób obsypanych tytulami naukowymi drukowala
oczywiscie "Gazeta Wyborcza", która nikomu nie da sie wyprzedzic w walce z
religianckim obskurantyzmem. Do protestujacych dolaczyl tez ojciec Obirek SJ,
stwierdzajac, ze gdanski sad powinien puscic sprawe mimo uszu. Problem jednak w
tym, ze sad nie bardzo moze puszczac czegokolwiek mimo uszu, tzn. oczywiscie
moze, z tym, ze procedura sadowa nie przewiduje takiej mozliwosci. Jednym slowem
- pryncypialnie walczymy o praworzadnosc, ale w granicach przyzwoitosci. A cóz dopiero, gdy tym czlowiekiem jest pani
Nieznalska - tegoroczna faworyta szermierzy wolnosci z "Gazety Wyborczej"?
Tymczasem okazalo sie, ze w kwestii swobód twórczych wcale nie ma jasnosci,
o czym prowincjonalni "pozyteczni idioci", drukujacy swoje protesty w "Gazecie
Wyborczej" najwyrazniej nie wiedzieli. Oto w dalekich Stanach Zjednoczonych
znany aktor Mel Gibson postanowil nakrecic film "The Passion" o meczenstwie
Jezusa Chrystusa. Gdyby taki zamiar objawil np. pan Spielberg, pewnie wszyscy
cmokaliby z zadowoleniem, jednakze z Gibsonem sprawa jest inna. Jest on
zdeklarowanym katolikiem o silnym przywiazaniu do tradycji. Kiedy zatem oglosil,
ze jego film ma byc swego rodzaju reportazem z meczenstwa Chrystusa,
rejestrujacym ostatnie 12 godzin Jego zycia tak, jakby operator byl caly czas
obok Niego na miejscu, od razu odezwaly sie cenzorskie nozyce. Zdjecia do filmu
rozpoczely sie 4 listopada ub. roku, a juz 24 marca br. pan Abraham Foxman,
dyrektor zydowskiej Ligi Antydefamacyjnej, wystrzelil do Gibsona, który jest nie
tylko rezyserem, ale i producentem filmu, od razu z najwiekszej armaty:
"Chcielibysmy uzyskac zapewnienie, ze nie doprowadzi on do przypomnienia starych
hasel oskarzajacych Zydów o zabicie Boga i tym samym prowadzacych do
antysemityzmu" - napisal m.in. pan Foxman. Politycznie poprawna wersja sklania
sie bowiem ku sugestii, ze Pana Jezusa nikt nie zabil, tylko zwyczajnie zmarlo
Mu sie. Wspominany list byl sygnalem do kampanii prasowej, radiowej i
telewizyjnej przeciwko filmowi, którego nikt jeszcze nawet nie widzial! Wreszcie
2 maja br. zareagowali równiez "pozyteczni idioci", wystepujac z "raportem". Ten
raport zostal przygotowany - jakze by inaczej?! - przez "wybitnych naukowców
chrzescijanskich i zydowskich." W imieniu wybitnych naukowców zydowskich
wystapil rabin Eugeniusz Korn z Ligi Antydefamacyjnej, a w imieniu naukowców
chrzescijanskich - Eugeniusz Fisher z ramienia Konferencji Amerykanskich
Biskupów Katolickich.
Wydawalo sie, ze sprawa jest zalatwiona, a Gibson -
"trafiony i zatopiony". Tymczasem okazalo sie, ze trafila kosa na kamien. Gibson
zagrozil, ze pozwie wszystkich do sadu, bo wspomniany raport zostal przygotowany
na podstawie wstepnej wersji scenariusza, która zostala wykradziona. Na takie
dictum Konferencja Amerykanskich Biskupów Katolickich wycofala swoje
poparcie dla raportu, a inny jej przedstawiciel zauwazyl nawet, ze film mozna
ocenic dopiero, kiedy sie go zobaczy. W tej sytuacji pojawily sie glosy w
obronie Mela Gibsona; arcybiskup Denver Karol Chaput przypomnial, ze kiedy 15
lat temu pojawil sie na ekranach bluznierczy film "Ostatnie kuszenie Chrystusa",
krytycy pouczali, ze trzeba byc "tolerancyjnym" i "otwartym". Naturalnie tego
rodzaju spostrzezenia nie robia najmniejszego wrazenia na Lidze
Antydefamacyjnej, która nie zamierza rezygnowac z pozycji samozwanczego
rewidenta cnoty na skale globalna. Sprawa zatem zapowiada sie smakowicie, a
polska publicznosc miala okazje poznac jej szczególy z publikacji w tygodniku
"Najwyzszy CZAS!" z 5 lipca i z "Rzeczpospolitej" z 22 lipca. "Gazeta Wyborcza"
najwidoczniej uznala, ze "pozytecznych idiotów", którzy chlipia z niej swa
intelektualna zupe, szerzej informowac o tym nie nalezy. Pan red. Michnik widac
skads pamieta, ze autorytety moralne najlepiej trzymac w szaraszce.
W ogóle
koszty postepu sa wieksze nizby sie wydawalo, przede wszystkim dlatego, ze
wymaga on ciagle nowych ofiar. Akurat 27 lipca na placu Zamkowym w Warszawie
Antyklerykalna Partia Postepu Racja demonstrowala pod haslem: "rzuc na tace".
Postepowcom chodzilo o to, by na tace rzucic reczny granat F-1. Widac wyraznie,
ze jeden ksiadz Jerzy Popieluszko na dlugo milosnikom postepu nie wystarczy.
Trudno sie temu specjalnie dziwic, skoro ci ksieza z uporem maniaków
przypominaja o Jezusie Chrystusie, co - jak widzimy z listu pana Foxmana -
zawsze grozi niebezpieczenstwem antysemityzmu. Tymczasem walka z antysemityzmem
-
d’abord!
Dlatego tez pan Ryszard Marek Gronski w "Polityce" skarcil
mnie za ksiazke "Studia nad zydofilia", zawierajaca m.in. stwierdzenie, ze walka
z antysemityzmem jest elementem wojny psychologicznej, majacej doprowadzic
Polaków do stanu "bezradnosci". Rzeczywiscie tak napisalem, tyle ze - do stanu
bezbronnosci w obliczu spodziewanego skoku na kase. Tego rodzaju opinie moze nie
mieszcza sie w politycznie poprawnej konwencji, ale za to maja inne zalety.
Dobrze ilustruje to slaska anegdotka, jak to Hanys i Fracek postanowili dla
rozmaitosci rozmawiac ze soba mowa wiazana. Zaczal Hanys: "ein klein Bester
napastowol twoja Schwester". Fracek mu odpowiedzial: "ein klein Bester
napastowol twoja zona". - Co ty godosz Fracek, zas to nie do rymu! - Ale to
prowda!
Stanislaw Michalkiewicz