 |
 |


ZYCIE WARSZAWY 6/24/00
W USA slowo "Polska" coraz
czesciej wystepuje w kontekstach faszystowskich, a Polakow coraz
glosniej oskarza sie o przylozenie reki do holokaustu. Wysilki
Polonii, ktora probuje bronic dobrego imienia ojczyzny, sa czesto po
prostu lekcewazone. Przykladem toczaca sie od czterech lat wojna o
szkalujacy nas film "Sztetl". "Sztetl" to dokument nakrecony przez
Mariana Marzynskiego, zydowskiego rezysera, ktory urodzil sie w
Polsce i jako dziecko przetrwal wojne ukrywany przez polska rodzine.
Od ponad 20 lat mieszka on i pracuje w USA i uwazany jest za jednego
z czolowych dokumentalistow wspolpracujacych z telewizja publiczna.
Na poczatku lat 90. Marzynski postanowil zrealizowac projekt swego
zycia i nakrecic prywatna historie holokaustu - taka, jaka rozegrala
sie w jego rodzinnym miescie Bransku. Do pomocy zatrudnil mlodego
historyka z Branska Zbigniewa Romaniuka, dla ktorego zamyslil w
filmie role posrednika miedzy przeszloscia a terazniejszoscia.
Romaniuk zostal wybrany rowniez dlatego, ze od lat na wlasna reke
zajmuje sie badaniem zydowskiej przeszlosci Branska, i chociaz jego
pasja nie zawsze spotykala sie ze zrozumieniem u mieszkancow miasta,
wyrobil sobie slawe "nieugietego w dochodzeniu prawdy". W trakcie
projekcji ponad 3-godzinnego obrazu dosc szybko daje sie zauwazyc,
ze marzenia Romaniuka, by dojsc prawdy, raczej sie nie spelnia.
Podczas spotkan z bylymi mieszkancami Branska zydowskiego
pochodzenia, obecnie rozrzuconymi po swiecie, pozwala przypisac
sobie role worka do bicia, na ktory spadaja antypolonizmy i
oskarzenia o nasz wspoludzial w zagladzie. Niektorzy z rozmowcow
wrecz odmawiaja z nim rozmowy, twierdzac, ze zaden Polak nigdy nie
przedstawi prawdy nalezycie, gdyz caly nasz narod to zadni krwi
antysemici. Na spotkaniu Romaniuka z mlodzieza w Izraelu przed
kamera wywiazuje sie wrecz klotnia, bo historyk nie zgadza sie, by
Polske okreslano mianem: "kraj faszystowski", zas Oswiecim mianem
"polskiego obozu koncentracyjnego". Mlodych Izraelczykow nie
interesuje jednak liczba ich rodakow, ktorzy przezyli wojne dzieki
pomocy Polakow. Nie wierza, ze Polska byla jedynym krajem, w ktorym
za ukrywanie Zydow grozila kara smierci. Prawda historyczna ma w ich
opinii odzwierciedlac sie w pytaniach "dlaczego ocalalo tak
niewielu?" oraz "dlaczego Polska do dzis nie chce przyznac, ze plan
Hitlera byl i jej planem?". Manipulacja sympatiami Niestety i dla
Romaniuka, i dla Polski, Marzynski jest nader dobrym filmowcem.
Wrecz doskonale udala mu sie manipulacja sympatiami widza. Ani razu
sympatie te nie przechodza na strone tych, ktorym zawdziecza zycie
on sam i wiekszosc tych, ktorych zapoznaje ze swoim polskim
pomocnikiem. Kulminacyjnym momentem jest scena, w ktorej Marzynski,
juz bez Romaniuka, usiluje "dotrzec" w Bransku do swoich
przedwojennych polskich znajomych. Na miejsce rozmow wybiera konski
targ, a na rozmowcow - starych, prostych ludzi, ktorzy maja problemy
ze zlozeniem poprawnego zdania. Spacer ulicami Branska to z kolei
wedrowka miedzy ubogimi, wiejskimi zagrodami, ktore nie zmienily sie
od czasow wojny. W pewnym momencie Marzynski obdarowuje polskiego
chlopa 20-dolarowym banknotem i jest za to niemalze calowany po
rekach. Nie wiadomo tylko czy rezyserowi chodzilo o rozsmieszenie,
czy o rozczulenie widzow. Zanim bowiem wyciagnal z kieszeni
pieniadze, ten sam chlop pokornie przytakiwal, ze Zydzi byli w
przedwojennym Bransku obiektem nieustannych atakow. O bardziej
wieloznaczna i upokarzajaca dla polskiego widza scene trudno w calej
powojennej kinematografii. Mowia: dokument Marian Marzynski mial
prawo nakrecic film, jak mu sie podobalo, i z tego nikt nie czyni mu
zarzutu, to jest jeden z przywilejow demokracji. Problem w tym, ze
jeszcze przed ostatnim klapsem film uznano za obiektywny dokument
historyczny. I wlasnie tak, z naciskiem na slowo "dokument" jest
prezentowany do dzis. Wsrod Amerykanow wywolal przy tym takie
poruszenie, ze przepowiadano, iz zostanie nominowany do Oscara, zas
na konferencji inspektorow szkolnych w Toledo w miesiac po pierwszej
emisji rozwazano mozliwosc wpisania filmu na liste materialow
obowiazkowych, pokazywanych w szkolach w ramach lekcji historii. W
amerykanskiej prasie ciurkiem sypaly sie pochwaly. Dramatyczny i
napiety, "Sztetl" zachowuje przejrzystosc, jakiej brak dzisiejszej
sztuce. Obnaza historyczna prawde, ale jednoczesnie nie podejmuje
sie wyjasnienia zagadki zla. Podroz, ktora podejmuje, to podroz z
przeszlosci do "namacalnej terazniejszosci - pisal recenzent "Boston
Globe". "Chicago Tribune" nazwala "Sztetl" wiarygodna kronika
holokaustu: Krecony przez ponad cztery lata na trzech kontynentach,
jest niezaprzeczalnie wielkim osiagnieciem w historiografii zaglady.
Prywatny i intymny, nawet wowczas, gdy poszukuje ogolnych prawd,
przemawia, gdyz przede wszystkim wsluchuje sie w echo, jakim
nieludzkosc odbija sie posrod wiekow i generacji ludzkich.
Amerykanska Polonia natychmiast zareagowala na emisje filmu. Do
emitujacej "Sztetl" telewizji publicznej PBS posypaly sie listy
protestacyjne od wszystkich najwazniejszych polskich organizacji i
konsultantow. Historycy, m.in. z Polskiego Stowarzyszenia
Historycznego, zadali sobie trud, by zweryfikowac wszystkie fakty i
opowiesci, na ktore powolal sie Murzynski, a przy tym wykazali,
ktore z tych relacji i w jaki sposob zostaly zmienione, by
odpowiadaly rezyserskiej wizji. Ogromne archiwa zawierajace
fragmenty polemiki toczonej na polonijnych internetowych stronach
dyskusyjnych do dzis sa dostepne pod adresem:
http//www.logtv.com/shtetl.articles.html i tam odsylam wszystkich
zainteresowanych szczegolami. Frank Milewski prezes Komitetu ds.
Dokumentacji i Holokaustu przy Kongresie Polonii Amerykanskiej,
udostepnil nam kopie korespondencji, jaka Kongres wysylal do PBS w
roku 1996. Ich autorem byl Michael Preisler, byly wiezien
Oswiecimia. Wszystkie pozostaly bez odpowiedzi. Podobnie, jak listy
Polonii wyslane do redaktorow najwiekszych amerykanskich dziennikow
i interwencje naszych placowek dyplomatycznych w USA. Ani Marzynski,
ani PBS do dzis nie ustosunkowaly sie do tych protestow. Milczeniem
zbywana jest rowniez propozycja, by przed kolejnymi emisjami
"Sztetl" z czolowek i zapowiedzi telewizyjnych zdjeto okreslenie
"film dokumentalny". Im wiecej jednak uplywa czasu i cichna glosy
Polonii, tym bardziej prawdopodobne, ze do filmu na dobre przylgnie
etykietka "dokument historyczny", zas do Polski w nim przedstawionej
- opinia kraju, ktory na rowni z Niemcami jest odpowiedzialny za
zaglade. Nie tylko "Sztetl" Niestety, przyklady bardziej lub mniej
zamierzonych antypolonizmow mozna mnozyc. Jak bardzo w umyslach
Amerykanow Polska juz teraz kojarzy sie z faszyzmem i
antysemityzmem, swiadczy chocby fakt, ze jej imie dosc swobodnie
wykorzystuja amerykanscy dziennikarze, kiedy uwazaja za stosowne
odwolac sie do niesprawiedliwosci wzgledem zydowskiej spolecznosci.
Gdy w koncu ubieglego roku dziennik "New York Times" podjal temat
krytycznej sytuacji kobiet w Afganistanie, w artykule pojawilo sie
uzasadnienie, ze nalezaloby zorganizowac natychmiastowa pomoc, gdyz
ich polozenie jest porownywalne z sytuacja Zydow w Polsce przed II
wojna swiatowa: kamienowanie, podpalanie i bezprawne rabowanie
mienia itp. Kilka dni pozniej poprzez Internet do milionow
Amerykanow trafil apel, w ktorym cytowany byl wlasnie ten fragment
artykulu z "NYT". Rzeczpospolita bialo-czarna Inna, niewyjasniona
sprawa sa kolory polskiej flagi w "Almanachu 2000" opublikowanym
przez wydawnictwo Time. Na kolorowej wkladce, na ktorej wizerunki
flag mienia sie wszystkimi barwami teczy, nasza ma barwe...
bialo-czarna. Na interwencje Polonii, by sprostowac pomylke i
dodrukowac errate, wydawnictwo odpowiada milczeniem. Chcialoby sie
wierzyc, ze jako Polonia jestesmy przewrazliwieni na punkcie
ojczyzny i szukamy dziury w calym, ale fakty pozostaja faktami,
milczenie milczeniem, a poczucie upokorzenia i narastajacej
bezradnosci nie chce sie rozplynac we mgle. Nie trzeba byc
historykiem, by rozumiec, ze historie tworza ludzie i ich pamiec. Im
jednak mniej liczebne sa szeregi naocznych swiadkow historii, tym
trudniej o obiektywizm, latwiej zas o przeklamania, czy to
przypadkowe, czy celowe. Za kilkanascie lat zniknie mozliwosc
rozmowy i weryfikacji historycznych przekazow z tymi, ktorych II
wojna dotknela osobiscie. Pozostana po nich jedynie wspomnienia,
dokumenty, zdjecia, ksiazki i filmy. Nie bedzie mozna niczego
zmienic ani dopowiedziec. Juz dzisiaj, po drugiej stronie Atlantyku
rosnie pokolenie, ktore historii uczy sie z takich filmow jak
"Sztetl", a co widzi - przyjmuje za prawde, chociazby dlatego, ze
nie ma alternatywy. Alternatywa bylby protest na tyle silny, ze
wreszcie slyszalny poza kregami polonijnymi, docierajacy do milionow
przecietnych Amerykanow, tak jak dociera "Sztetl". Inaczej
ryzykujemy sytuacje, ze wkrotce Polska zostanie zepchnieta na
pozycje, jaka w podrecznikach zajmuje hitlerowska III Rzesza i tak
jak ja, bedzie sie nas oskarzalo o wspoludzial w zagladzie, budowe
obozu w Oswiecimiu, zas opowiesci o stratach poniesionych w czasie
wojny (zwlaszcza w obozach koncentracyjnych) zostana uznane za
wymysl propagandy. Do stracenia lub zyskania jest wszystko. ELIZA
SARNACKA-MAHONEY z USA
Polskie placowki dyplomatyczne w USA
staraja sie odpowiadac na kazdy incydent uwlaczania dobremu imieniu
Polski i Polakow. Niestety, bywa, ze nawet listy opatrzone pieczecia
ambasady pozostaja bez odpowiedzi. Czesto z gory mozna przewidziec,
od kogo odpowiedz nadejdzie, a kto pozostanie na interwencje gluchy.
PBS ma w tym kontekscie opinie gluchoniemego. Na listy i interwencje
nie odpowiada rowniez "New York Times". Raz ambasada podjela nawet
akcje zarzucenia redakcji NYT lawina listow protestacyjnych. Kopia
listu dostepna byla w internecie, wystarczylo wstawic wlasne imie i
nazwisko, podpisac sie i wyslac list do redakcji. Ale i to nie
odnioslo skutku. Sa media, z ktorymi wspolpraca uklada sie jak
najlepiej i do takich nalezy na przyklad "Washington Post". Za
kazdym razem, gdy zdarzylo sie, ze w jakiejs publikacji dopuszczono
sie zafalszowania historii lub dziennikarzowi wymknelo sie wyrazenie
"polish concentration camp", redakcja przepraszala i naprawiala
blad. Dwa lata temu udalo sie takze dobrze naglosnic skandaliczne
zachowanie Teda Turnera, ktory w jednym ze swoich publicznych
wystapien obrazil papieza i pozwolil sobie na szyderstwo z polskiego
wojska. Polska zagrozila wowczas zerwaniem powaznego kontraktu z
"Timem", w ktorym Turner jest udzialowcem, a potem sprawe naglosnily
amerykanskie media. Ze zazwyczaj media te wyrazaja nikle
zainteresowanie tego typu incydentami, to juz jednak inna sprawa.
ESM
| |