Przygotowania nasze i niemieckie - artykul Stanislawa Michalkiewicza
Polska scena polityczna ponownie wchodzi w faze burzliwej fermentacji. Nawet u
zwyciezcy wyborczego sprzed dwóch lat, czyli w Sojuszu Lewicy Demokratycznej,
bulgoce, niczym w kotle czarownic, które napotkal Makbet. Niektórzy starsi
ludzie maja nawet wrazenie deja vu, jakby na nowo rozpoczela sie
rywalizacja miedzy frakcja "Zydów" i "Chamów". Historia jednak nigdy nie
powtarza sie dokladnie, wiec i teraz linia podzialu nie jest wyrazna tym
bardziej, ze na arene wkroczylo oficjalnie Stowarzyszenie Ordynacka,
najwyrazniej troche zniecierpliwione kunktatorstwem pana prezydenta
Kwasniewskiego. Od kiedy zas w samym SLD pojawila sie personalna alternatywa dla
pana premiera Millera w osobie pana Oleksego, w partii narasta zamet. Doszlo do
tego, ze pan min. Kurczuk osmielil sie targnac na pana wiceministra Sobotke z
MSW. Troche sie wahal, ale nie mógl inaczej, przycisniety do sciany przez
prokurature z Kielc, która nie mogla juz wytrzymac, by nie przesluchac pana
Sobotki i to w dodatku w charakterze podejrzanego! Kiedys prokurator na sama
mysl o przesluchiwaniu szychy z MSW splamilby mundur, no a teraz - prosze
bardzo! Skoro juz "organy" nie wzbudzaja leku, to nieomylny to znak, ze
nastapilo rozprzezenie.
Z kolei po stronie przeciwnej pojawiaja sie, niczym
upiory, inicjatywy integracyjne. Nie ma tygodnia, zeby z inicjatywa integracji
centroprawicy nie wystapil albo pan Balazs, albo pan Piesiewicz, albo jeszcze
jakis inny wplywowy maz stanu. Juz sama mnogosc inicjatyw integracyjnych moze
centroprawicy przysporzyc trudnosci, a cóz dopiero w sytuacji, gdy linie
podzialu i tu zaczynaja sie zacierac. Pojawienie sie personalnej alternatywy w
SLD w osobie pana Oleksego, którego nawet opozycja zaczyna traktowac jak swoje
sloneczko, sprawilo, ze opozycja poczula sie troche zwolniona z obowiazku
odsuwania od wladzy zlowrogiego Leszka Millera. Wskutek tego podzielila sie
natychmiast na bezwarunkowych zwolenników Anschlussu i na zwolenników
warunkowych. Oczywiscie zwolennicy warunkowi tak naprawde tez sa bezwarunkowymi,
tylko chodzi im o skokietowanie przed wyborami do europarlamentu czesci
antyunijnego elektoratu. Pomysl zaiste finezyjny: glosami przeciwników
Anschlussu znalezc sie w Parlamencie Europejskim. Ha! Tam dopiero mozna bedzie
sobie wypic i zakasic! Daj im Boze, niech im bedzie na zdrowie.
Ale w
zwiazku z tym linie politycznego podzialu nie przebiegaja juz w tej sytuacji tak
jak dawniej: z jednej strony "my", a z drugiej - "oni". Troche sie "my" z
"onymi" przemieszali, ale trudno inaczej, kiedy na wyscigi trzeba "wchodzic" do
Unii. Tu zadnych spolecznych kolejek nie bedzie. Kto sie zagapi, ten zostanie
poza nawiasem, w tzw. ciemnosciach zewnetrznych, gdzie, jak wiadomo, jest "placz
i zgrzytanie zebów". Wielki Brat z Berlina na to patrzy i jego argusowemu oku
nie ujdzie zaden szczegól. W zwiazku z tym nieoczekiwanej aktualnosci nabiera
znowu wierszyk, a wlasciwie nie on sam, tylko wyrazona w nim mysl przewodnia: "W
Poroninie, na jedlinie, wisza gacie po Leninie. Kto chce w Polsce awansowac,
musi gacie pocalowac". Trawestacja aktualna moglaby brzmiec np. tak: "Hej w
Brukseli, na sommecie, wisza gacie po Monecie. Kto chce w Polsce..." i tak
dalej.
A skoro juz mowa o gaciach, to wypada odnotowac niezwykle oryginalna
inicjatywe, która polska scene polityczna i ubarwia, i uzupelnia elementem chyba
w naszej sytuacji politycznej koniecznym. Mówie oczywiscie o polskiej partii
parytetowej, która podobniez ma przyjac nazwe "Zieloni 2004". Ci Zieloni,
wychodzac zapewne z zalozenia, ze rzeczy smaczne stworzyl Pan Bóg nie tylko dla
tradycyjnych jawnogrzeszników politycznych, beda tez kandydowali do Parlamentu
Europejskiego w imie walki z dyskryminacja gejów i lesbijek. Podobno przy tych
Zielonych krecili sie politykowie z Unii Wolnosci, ale zostali z hanba
przepedzeni przez energiczne damy: pania Kinge Dunin, Agnieszke Graff i
Kazimiere Szczuke. I slusznie, bo jak powiada Franciszek Villon, "tu sie
pomocnik nie nadarzy; sami ze zzuja, dobrzy ludzie". Jestem ogromnie ciekaw, w
jaki sposób Zieloni beda kaptowali sobie zwolenników, skoro partia ta zostala
skonstruowana wedlug kryterium seksualnego. Czy np. pani Kinga Dunin bedzie
wabila elektorat swoim kwiatem jednej nocy? To mogloby nawet te monotonna
kampanie ozywic, wszelako pod warunkiem, ze kwiat ów roztaczalby "zapach esencji
rózanej" zamiast "wszystkich innych". Jednak gwarancji zadnych, ma sie rozumiec,
nie ma, przeto nic dziwnego, ze ten i ów na sama mysl o kampanii w wykonaniu
Zielonych zaczyna odczuwac bojazn i drzenie.
Tak to bawimy sie w ukladanie
sceny politycznej, a tymczasem znajomi mego przyjaciela otrzymali z niemieckiego
Zwiazku Wypedzonych, kierowanego przez pania Eryke Steinbach, formularze do
wypelnienia. Chodzilo o to, ze sa oni spadkobiercami wlasciciela majatku Zeromin
kolo Tuszyna pod Lodzia. Ten wlasciciel w 1940 roku, zaraz po kampanii
francuskiej, zostal przez Niemców ze swego majatku wypedzony i nigdy juz do
niego nie powrócil. Okazalo sie, ze Niemcy maja do dnia dzisiejszego wszystko to
w swojej ewidencji i Zwiazek Wypedzonych nie tylko odszukal spadkobierców, ale i
nadeslal kazdemu z nich odpowiednie kwestionariusze do wypelnienia i odeslania z
powrotem. Kiedy bowiem nadejdzie stosowna chwila, Niemcy doloza wszelkich
staran, by wszystkie tego rodzaju krzywdy zostaly naprawione. Cos podobnego
zapowiadal pan mec. Hambura, który towarzyszyl pani Eryce Steinbach w jej
podrózy do Polski. Pan mec. Hambura tlumaczyl panu Oleksemu, by Polacy, zamiast
daremnie bluznic przeciwko Centrum Wypedzonych, lepiej pomysleli o przygotowaniu
sie na nieuchronne zmiany stosunków wlasnosciowych po wejsciu do Unii
Europejskiej. Casus spadkobierców wlasciciela majatku Zeromin pokazuje,
ze to nie zadne zarty, ze powazne przygotowania ida pelna para. Kiedy zatem
pojawia sie niemieccy wlasciciele, rozumiem, ze pani Kinga Dunin powita ich
swoim kwiatem jednej nocy. Toz dopiero bedzie radosc!
Stanislaw
Michalkiewicz
![]() |
|