 |
 |


(20)00.02.06
Niedawo robilismy szkolenie dla
inzynierow polowych (tj. tych, co pracuja na wysunietych
placowkach). Polagalo to na rozmaitych, polaczonych z zajeciami
praktycznymi prezenta- -cjach - naszych oraz firm, ktore oferuja
rozmaite produkty zwiazane z MIPS - systemu operacyjne, narzedzia
etc. Ogromne wrazenie zrobili na mnie chlopcy z malej (bodajze 16
inzynierow) i niesamowicie preznej firmy Viosoft, ktora oferuje
Linuxa dla m.in. MIPS'a wraz z pakietem ogromnie wyrafinowanych i
zaawansowanych narzedzi.
Byli tez chlopcy z Cygnusa a jeden z
nich byl niesamowicie smieszny - taki typowy charakter okreslany
tutaj wyrazem "geek" a przez mojego przyjaciela, Piotra - "geniusz"
hehe. Na oko trzydziesci pare, wciaz ta sama ulizana uniwersy-
-tecka grzywka, luzny ubior, okulary z grubym szklem, za ktorym
widac w duzym powiekszeniu oczy rownie inteligentne co przerazone he
he. Strasznie niesmialy i w ogole jakis taki zniewiescialy, ale za
to geniusz, co tu duzo mowic...
Ja mialem ogromna treme przed
moja prezentacja, gdyz jak wiadomo moj angielski wciaz odbiega od
mojego idealu, tj. czegos miedzy Szekspirem a angielszyzna w
wykonaniu Pierce Brosnana jako Bonda, a tu okazalo sie, ze wszyscy
uczestni- -cy szkolenia to biali Amerykanie (zaczynam dostrzegac
taka wlasnie prawidlowosc - imigranci (glownie "kolorowi") pra-
-cuja w tzw. "developmencie", podczas gdy rodowici Ameryka- -nie,
jesli juz pracuja jako inzynierowie, to wlasnie jako ogromnie
wyspecjalizowani inzynierowie polowi). Poza tym okazalo sie, ze to
same "wiarusy" - niektorzy z nich byli juz inzynierami, kiedy mnie
jeszcze nie bylo na swiecie he he ale nie bylo zle. Prezentacja jako
tako mi poszla, potem pogadalem z kilkoma zainteresowanymi tematem
no i okazalo sie, ze chlopakom sie podobalo.Zreszta wypelniali
specjalne ankiety na temat jakosci szkolenia i potem wszystkim nam
pogratulowano i pochwalono, ze "dobrze sie spisalismy"... Na koncu
kursu bylo tradycyjne rozdanie koszulek he he - czerwonych glownie,
z napisem reklamujacym nasze 64-bitowe procesory MIPS... No, do tego
przez trzy dni mielismy darmowy lunch he he. Co dziwne, zauwazylem,
iz Hanoch, ktory normalnie spozywa lunch tylko co drugi dzien (a co
drugi idzie na silownie) wykorzystal skrupulatnie wszystkie trzy
talony he he...
Nasza parafialna kawiarenka to jednak pelna
kultura. W zeszla niedziele zapomnialem zglosic sie po 10 dolcow
resz- -ty (panie nie mialy chwilowo wydac, gdy placilem) i dzis
chcialy mi te sume zwrocic. Kiedy jednak uslyszalem, iz rzeczona
kwota zostala objeta oficjalnym podsumowaniem do- -chodow z
zeszloniedzielnej kawiarenki, zaproponowalem, ze zostawie im te
pieniadze jako ofiare - nie chcac psuc go- -towych juz "statystyk".
Panie na to, ze nastepnym razem moge jesc i pic do woli za darmo. I
jak tu dbac o linie he he...
A dzis spotkalem w kawiarence
m.in. Zosie - posredniczke od nieruchomosci, ktora opwiadala mi o
przyjeciu w polozonej na szczycie jednego z okolicznych wzgorz
rezydencji jakie- -gos milionera, na ktorym byla niedawno. Ogolnie
byla to impreza srodowiska Stanfordu, glownie studenci. Wymyslili,
ze bedzie to "przyjecie w stylu plazowym" - wysypali wiec kilka ton
piasku w salonie i zrobili "plaze", na ktorej juz bez zenady mozna
sie bylo pokazac w bikini czy "bermudach" he he... Ci Amerykanie to
jednak sa oryginalni...
Wreszcie obejrzalem sobie dwa nowe
filmy z jednego z moich ulubionych gatunkow - "The Thomas Crown
Affair" (z Pierce Brosnanem i Rene Russo - remake filmu pod tym
samym tytulem z 1968 roku) oraz "Entrapment" z charyzmatycznym jak
zwykle Seannem Connerym. Oba zrobily na mnie ogromne i bardzo
pozytywne wrazenie, choc nieco mnie zaskoczyly he he. Pierwszy z
nich - nieco nowatorskim, choc takze nawiazujacym do "klasyki" he he
podejsciem do erotyzowania oraz tzw. "scen batalistycznych" (prawde
powiedziawszy po aktorze grajacym Bonda nie spo- -dziewalbym sie
tego, iz zobacze go na ekranie w roli tzw. "golod***a" he he). Poza
tym w filmie pokazano przepiekna suknie, choc - jak na moj gust -
pokazano ja na niewlasci- -wej bohaterce he he. Najwazniejsze jednak
sa dialogi - niezwykle wyszukane, nawet bardziej niz w "Bondach", do
tego trzymajacy w napieciu i jednoczesnie dowcipny scena-
-riusz.
"Entrapment" to bardziej kino akcji - jednak z
charakte- -rystyczna kreacja Conneryego, piekna partnerka (w
kradzie- -zach), niesamowitymi dialogami, wspanialymi widokami na
polozony nad morzem przepiekny zamek i jego stylowe wnetrza a do
tego... demoluja tam Jaguara XK8 (co jest jeszcze niczym gdyz,
uwaga, Connery gra chyba po raz pierwszy czlo- -wieka, ktory jest
juz tak stary, ze nie panuje nad sytua- -cja w 100%, a zamiast tego
przejawia "dramat wewnetrzny" he he...). Na miejscu Ediego 800
przyznalbym obu filmom "pelny usmiech z kciukiem do gory bez czepka
pacjenta" he he.
No i najwazniejsze: he he, wyglada na to, ze
najblizszy dlugi weekend (koniec maja) spedze w Holywood - Witek i
Artur maja "nowa misje" i tym razem, wraz z Malzonkami, przylatuja
na szkolenie pod Los Angeles. He he to bedzie "czad" - juz to
widze...
| |