 |
 |


-------------------- (20)00.08.31
Podobno "najtrudniej
zarobic pierwszy milion dolarow". Ano, nielatwo he he. Duzo latwiej
stracic, o czym dowiedzialem sie zupelnie przypadkowo. Niedawno
mialem szkolenie z systemu czasu rzeczywistego VxWorks firmy
WindRiver, w jej siedzibie w Alameda. VxWorks panie - powazna
sprawa: pierwszy komercyjny system czasu rzeczywistego, ktory
polecial na Marsa... Na szkoleniu "zapoznalem jedno Chinkie", ktora
okazala sie byc moim odpowiednikiem w QED (Quantum Effect Devices) i
do tego powiedziala mi, ze tam potrzebuja wiecej takich zuchow he
he. Spojrzalem sobie pozniej na strone firmy i, ze sie tak wyraze,
oniemialem. Chlopcy mieli w lutym tego roku IPO (Initial Public
Offer) czyli weszli na gielde papierow niemakulaturowych. Gdybym
wiec zamiast do NEC poszedl wtedy do QED to he he dzis mialbym w
kieszeni z milionik, z tym tylko, ze musialbym tam jeszcze zostac 4
lata, aby cala te sumke zainkasowac... Gdyby tylko przyszlo mi to
wtedy do glowy...
Jakby tego bylo malo, otwieram TV a tam
znow Lenin. Tzn. pardon, Clintonisci. A dokladnie wielka impreza na
czesc Wielkiego Billa ("co to sie nie zaciagal", o czym raczyl w
swym wystepie przypomniec aktor Robin Williams w kontekscie rozwazan
nt. perspektyw finansowych przemyslu tytoniowego). Byli jeszcze inni
tzw. artysci, jak np. Lenny Cravitz itp., a wszystkich laczylo to,
ze podczas wystepu przypominali publicznosci, ze Wielki Bill to
najwspanialszy prezydent, jakiego wydala w swych dziejach
najnowszych urodzajna ziemia amerykanska. Najlepszy kabaret, ze sie
tak wyraze, to byl dopiero wystep Alka Gore'a, ktory mowil tak
pieknie i wzruszajaco, ze bym sie chyba rozczulil - gdybym tylko nie
wiedzial, ze lze w zywe oczy. Tak to sie poplakalem - ze smiechu,
najlepiej wtedy, gdy opowiadal z przejeciem jak to za rzadow Reagana
i Republikanow USA stoczyly sie na skraj przepasci i tzw.
"ekonomicznej zapasci", a to wszystko dlatego, ze ludzie ci
pozbawieni byli "wizji i planu". Potem jednak pojawila sie na
horyzoncie wspaniala, d***kratyczna ekipa Billa Clintona - ludzie z
"wizja i planem" no i doprowadzili Hameryke do rozkwitu jaki obecnie
obserwujemy na zalaczonych obrazkach.
W druga sobote lipca,
na dwa dni przed przyjazdem Ani, w koncu udalo mi sie zainstalowac
zestaw satelitarny do odbioru pakietu "TV Polonia + PR I i III +
Radio Maryja". Przyszlo dwoch znajomych fachowcow i zainstalowali
tak fachowo, ze az sie pozytywnie zdziwilem... No i od razu moja
ulubiona piosenka sezonu staly sie "4 pokoje" Kazika... Najwiekszym
jednak, tym razem juz bynajmniej nie pozytywnym zaskoczeniem bylo
to, ze w Panoramie zobaczylem na wlasne oczy mojego kolege z
akademika Jacka Babke. Jak sie okazuje warhol ten i awanturnik wciaz
funkcjonuje w akademickim swiecie Wroclawia, a z procesowania sie z
rektorami oraz (to nowosc) Ministerstwem uczynil juz sobie podobno
sposob na zycie... Tego bym sie nie spodziewal w najgorszym sennym
koszmarze - otwieram TV a tu...nie Lenin tylko Jacek Babka. Straszy
nawet przez Ocean...
W niedziele wchodze do sali parafialnej
i co widze. Przy stoliku siedza standardowo Tony, Andrzej... Asia...
Asia?! "Ha!!!" krzyknalem z wrazenia na cala sale. "Ciszej, James" -
Andrzej na to. "Przepraszam", mowie. To ci dopiero zaskoczenie. Jak
sie okazalo, Andrzej nic wczesniej nie powiedzial, ze przyjezdza
Asia, aby byla to niespodzianka. Musze przyznac, ze udala sie
wyjatkowo sympatycznie...
A w poniedzialek przyleciala Ania i
jest tak cudownie jak tylko mozna to sobie wyobrazic...
W
pierwszy weekend pojechalismy na plaze do Santa Cruz. Niestety aura
bywa tam czasem zdradliwa. Przez wiekszosc czasu slonce chowalo sie
za chmurami, nie bylo zbyt cieplo. Dopiero pod koniec zrobilo sie
bardzo ladnie, wiec troche poopalalismy sie. Jakiez bylo nasze
zdumienie, gdy po kilku godzinach okazalo sie, ze jestesmy spaleni
na raki... Wyglada na to, ze podczerwien i ultrafiolet "daja" przez
chmury a oznaki ich obecnosci maskuje doskonale chlodny wiaterek...
Potem pojechalismy zwiedzac park Big Basin. Dla Ani ta wycieczka byl
horrorem pt. "dlaczego ta droga jest tak kreta i tak waska?!". Gdyby
ktos chcial nakrecic "mrozace krew w zylach" sceny gorskich poscigow
samochodowych a la Bond albo Swiety to tamta okolica nadaje sie do
tego idealnie he he...
W miedzyczasie spotkala nas
niesamowita niespodzianka. Ktoregos wieczoru, gdy z powodu zmeczenia
dniem pracy bylem juz przygotowany do udania sie na spoczynek,
slyszec dalo sie nagle gwaltowne lomotanie do drzwi. A po chwili
glos "James, zakladaj portki i otwieraj!". Okazalo sie, ze to
Andrzejowi przyszlo okolo godziny 21-ej do glowy zlozyc nam wizyte.
Asia tlumaczyla sie he he, ze nie udalo jej sie powstrzymac
Andrzeja. Bylo badzo wesolo. Przyniesli butelke bardzo dobrego wina,
ktore, wraz z naszymi zapasami he he obalilismy szybko wesolo sobie
przy tym gawedzac i zartujac...
No i po raz kolejny dalem sie
naciagnac he he. Tym razem zakupilem najbardziej wyrafinowany system
do zmiekczania i uzdatniania wody jaki jest tylko dostepny na rynku.
"Dzwonilo" do mnie wciaz z firmy RainSoft i chcialo umowic sie na
demonstracje. Nekalo, nekalo, wiec na odczepnego umowilem sie. Mial
przyjsc do mnie na pol godziny jakis facet, zrobic demo, dac mi
jakis prezent i pojsc sobie he he... Demo i agitacja "ekonomiczna"
trwaly jakies 3 godziny i po tym czasie juz he he podpisalbym
cokolwiek, zeby facet sobie tylko poszedl... Ale swoja droga to
musze przyznac, ze demo robilo wrazenie. Facet mial ze soba
miniaturowa wersje filtru i pokazywal rozne "cuda z wody". Najlepszy
numer to bylo to, jak poprosil mnie o wyprana skarpetke.
Przynioslem. Facet oblal ja przefiltrowana woda, po czym wyzymal do
spodeczka, a nastepnie przelal wode do butelki. Zakorkowal,
potrzasnal i zapienilo sie jak na cwiczeniach strazy pozarnej. Wtedy
uswiadomil mnie, iz w pranych rzeczach zostaje tak ogromna ilosc
detergentow, ktore po prostu nie wyplukuja sie jak nalezy a potem
niszcza tkaniny. Stad tez ta ogromna ilosc filcu, ktory odklada sie
w filtrze mojej suszarki po kazdym suszeniu wypranych rzeczy...
Jakby tego bylo malo, kazal sobie podac szklanke, przy czym zwrocil
od razu moja uwage na zacieki na szkle -wyjasniajac ze to wyschniety
osad z mojej "kranowki", ktory to badziew zostanie odfiltrowany
przez rewelacyjny i opatentowany system RainSoft. Nastepnie wzial
nieszczesna skarpetke, namydlil ja nieco mydelkiem toaletowym, po
czym umyl moja szklanke podkrekslajac, ze normalnie nie robi sie
tego przy pomocy skarpetki oraz mydelka. Splukal przefiltrowana woda
i oczom moim ukazalo sie cos, co wygladalo jak najszlachetniejszy
krysztal... No i tak stalem sie posiadaczem skomputeryzowanego
systemu, ktory sprawia, ze w calym domu mam wode o jakosci bardzo
dobrej wody zrodlanej...
W jedna z niedziel po poludniu
pojechalismy do otwartego niedawno, polozonego bardzo blisko naszego
domu w San Jose wodnego osrodka rekreacyjnego "Raging Waters". He
he... te zjezdzalnie to jest to. Ania miala dosc po jednej probie,
ja stwierdzilem, ze "sie zastanowie"...
Przed kolejnym
weekendem zadzwonil do nas Andrzej. "James, pamietasz te blondyne z
ostatniej imprezy w Sunnyvale? Urzadza impreze urodzinowa w Santa
Cruz". He he, w ten sposob wlasnie Andrzej z Asia wyciagneli nas na
impreze do Santa Cruz. Impreza - trzeba przyznac - byla fachowa pod
kazdym wzgledem. Na lokalizacji willi (jakies 200 metrow od Oceanu)
i "logistyki" (kapela z Jamajki, do tego DJ, aparatura laserowa,
swiatla, dymy) poczawszy i na jedzonku oraz napitkach skonczywszy.
Bylo bardzo wesolo i naprawde sympatycznie. Okazalo sie, ze byly to
urodziny podwojne - Eli oraz faceta, w ktorego domu impreza sie
odbywala. Najlepszym numerem bylo to jak w pewnym momencie na
stylowy stolik wskoczylo pare osob, w tym solenizantka w "ostrych"
szpilkach. U wlasciciela domu dalo sie wtedy zauwazyc tzw. "smierc w
oczach", co zaowocowalo szybka wymiana stolika na wesrsje
popularno/ekonomiczna he he. Szkoda tylko, ze Tony nie
dopisal...
Nastaly ciezkie czasy. Hanoch po raz kolejny
wybral "nowa droge zycia". Trzeba powiedziec, ze zachowal sie bardzo
fair - z oferta udzielenia mi w razie potrzeby referencji wlacznie.
Nastapily zmiany organizacyjne i w ten sposob zostalem "czarnuchem"
Hindusa, z ktorym bardzo ciezko jest sie dogadac - facet ma tzw.
problem przerostu samooceny i to w stopniu znacznie wiekszym niz
mialo to miejsce u w/w Zyda, ktory zreszta ostatnio (tj. w NEC) w
ogole "wyluzowal sie"... Dobrze, ze QED interesuja sie mna. Wywiady
przeszedlem "celujaco" (dostalem niezlej tremy, gdy okazalo sie, ze
mam rozmawiac z jednym z zalozycieli firmy, ale poszlo niezle he
he). Zgodnie z panujaca bezwzglednie zasada nie przyjalem pierwszej
oferty i wersja poprawiona powinna byc jak wroce z
urlopu...
Urlop!!! Formalnie mialo to byc od zeszlego
czwartku, juz tydzien temu... Wyglada jednak na to, ze jesli przez
te 2 i pol godziny nic sie nie zmieni to uda nam sie wyjechac juz
jutro he
he...
CDN
| |